kultura bez tabu jest kwadratowym kołem
niedziela, 21 czerwca 2015

Humans, scen. Sam Vincent, Jonathan Brackley

Äkta människor, scen. Lars Lundström

humans

Amerykanie coś nie mają ostatnio ręki do remake'ów europejskich seriali. „Gracepoint” nie powtórzyło sukcesu „Broadchurch,” mimo kręcenia sceny po scenie za oryginałem i zatrudnienia Davida Tennanta. „The Returned” nie udało się odtworzyć niepokojącej atmosfery, która należy do największych atutów „Les Revenants”. Oba seriale zostały skasowane po pierwszym sezonie. Dlatego kiedy przeczytałam, że powstaje remake szwedzkiego serialu science fiction „Äkta människor” („Prawdziwi ludzie”), wzruszyłam tylko ramionami. Moje zainteresowanie wzbudziła dopiero informacja, że „Humans” to koprodukcja amerykańsko-brytyjska, a na ekranie zobaczymy całą plejadę brytyjskich aktorów.

„Äkta människor” opowiada o alternatywnej teraźniejszości, w której postęp nauki pozwolił na stworzenie humanoidalnych robotów, mogących zastąpić ludzi w większości prac. Huboty (od „human robots”) budzą różne reakcje – niektórzy akceptują je jako kolejną ułatwiającą życie technologię, inni protestują przeciw „odbieraniu” ludziom pracy, a są też tacy, którzy zaczynają walczyć o prawa dla robotów. Rodzina Engmanów uczy się żyć ze swoim pierwszym hubotem - Anitą, ich sąsiad Roger ma problemy z przystosowaniem się do nowej rzeczywistości, a emeryt Lennart jest przywiązany do swojego towarzysza i opiekuna Odiego i nie chce go wymienić na nowszy model. Tymczasem grupa wyjątkowych hubotów szuka bezpiecznego schronienia do realizacji własnych planów.

Akcja serialu toczy się powoli, pozwalając widzom przyglądać się zmianom i wyzwaniom, które stanęły przed szwedzkim społeczeństwem wraz ze wprowadzeniem na rynek hubotów. Pojawiają się kwestie odpowiedzialności prawnej, dyskryminacji, seksualności, uprzedzeń i wreszcie tego, co właściwie znaczy być człowiekiem. Pięknie wieloznaczny jest sam tytuł serialu – czy prawdziwi ludzie, to ludzie w świecie, gdzie żyją razem ludzie i roboty, to ci, którzy aspirują do człowieczeństwa, niezależnie od tego, z czego są zbudowani, czy wreszcie przeciwnicy hubotów, którzy zaanektowali nazwę „Prawdziwi ludzie” do celów politycznych?

„Äkta människor” wprowadzili też jednego z ciekawszych bohaterów, jakich w ciągu ostatnich lat widziałam na ekranie – nawet nie dlatego, kim jest, ale dlatego, jak toczy się jego historia. Nie będę tutaj zdradzała żadnych szczegółów, więc żeby poznać Leo, musicie sięgnąć po serial. I to oryginalną szwedzką wersję, bo nie ma żadnej gwarancji, że w wersji angielskiej wydarzenia będą przebiegały tak samo. A właśnie. Jestem po pierwszym odcinku „Humans” i podoba mi się to, co zobaczyłam. Przy wszystkich swoich zaletach „Äkta människor” bywa nierówne scenariuszowo – niektóre wątki są niepotrzebnie rozciągnięte, inne potraktowane zbyt powierzchownie, a postaci jest zwyczajnie zbyt dużo, żeby cały czas nie tylko spójną narrację, ale też dobre tempo. Pierwszy sezon „Humans” ma mieć osiem odcinków – o dwa mniej niż oryginalny serial, i od razu to widać. Z jednej strony, „Humans” nie może poświęcić na budowanie napięcia tyle czasu ekranowego, co „Äkta människor.” Z drugiej, ograniczenie wymusza „gęstszy” scenariusz.

Twórcy „Humans” okroili obsadę i przekonstruowali niektóre elementy oryginalnej historii – trudno na razie stwierdzić, jak głęboko idą zmiany. Główni bohaterowie pozostali tacy sami – Leo, Anita, zapracowana prawniczka i matka Laura Hawkins (w oryginale nosząca imię Inger) i jej rodzina, oraz George Millican (w oryginale – Lennart). Przy czym George w „Humans” ma już nieco inną historię i jest związany z programem naukowym, który doprowadził do powstania synthów (tutaj huboty nazywane są synthami – syntetic humans, muszę powiedzieć, że wolę szwedzką nazwę). Sfrustrowany Pete (Roger) dostał pracę innego bohatera, chociaż wydaje się, że jego wątek będzie taki, jak w „Äkta människor”, a hubotki Niska i Flash są zdaje się teraz jedną postacią. To ostatnie wydaje mi się wyjątkowo interesujące, bo trudno o bardziej odmienne bohaterki niż wyrachowana i brutalna Niska i szukająca miłości, akceptacji i zwykłego życia Flash.

Lista utalentowanych ludzi, stojących za „Humans,” jest imponująca. Sprawdźcie sobie sami, kto i przy czym pracował (człowiek szybko przestaje się dziwić, że ten serial tak rewelacyjnie wygląda, wystarczy parę minut przeglądania), ja wspomnę tylko, że za ścieżkę dźwiękową jest odpowiedzialny Cristobal Tapia de Veer, który napisał muzykę do „Utopii,” i napiszę parę słów o castingu. Przede wszystkim cieszy mnie obsadzenie Colina Morgana w roli Leo – to jest rola, którą trzeba dźwigać i wydaje się, że młody Irlandczyk doskonale sobie z nią poradzi. Katherine Parkinson („IT Crowd”) przejmuje pałeczkę po Pii Halvorsen, William Hurt po Stenie Elfströmie, a Neil Maskell („Utopia”) po Leifie Andrée, i przed nimi wszystkimi stoi spore wyzwanie, bo szwedzcy aktorzy stworzyli zniuansowane i zapadające w pamięć role. Póki co jestem pod wrażeniem gry Hurta, który prostymi środkami pokazuje kruchość swojego bohatera.

Dzisiaj wieczorem Channel 4 pokaże drugi odcinek. Czekam bardziej niż na „Jonathana Strange'a i pana Norrella.”

Napisz do mnie!