kultura bez tabu jest kwadratowym kołem
niedziela, 28 lutego 2010

Swego czasu jeden z profesorów wspomniał nam z niejakim zdumieniem i rozbawieniem, że otrzymał zaproszenie na konferencję naukową o książkach, których się nie przeczytało. No jak, proszę państwa, można rozmawiać o książkach, których się nie czytało? Oj, można.

(Notorycznie trafiam na osobników, którzy oglądali ekranizację i usiłują sprawiać wrażenie, że przeczytali książkę. Normą jest też rozmawianie o modnych książkach – różnych Masłowskich, Pilchach czy Danach Brownach, chociaż się ich nie miało w łapkach. Jednak dzisiaj piszę o sprawie poważniejszej i, jakby nie patrzeć, smutnej.)

Ostatnio w blogosferze zapanowało poruszenie związane z nową książką Artura Domosławskiego „Kapuściński Non-fiction”. Wielu blogerów, także tych piszących na co dzień o zupełnie innych sprawach, nagle zainteresowało się książką i już ma na jej temat opinię. Kategoryczną. Czy muszę wspominać, że „Non fiction” nie przeczytali? Ba, że gros z nich podzielił się swoimi przemyśleniami zanim książka w ogóle się ukazała?

Rozumiem, że protestować może żona Kapuścińskiego (która, nota bene, książkę przeczytała i protestuje, bo niekoniecznie podoba jej się to, co przeczytała. Mam powtórzyć prze-czy-ta-ła jeszcze raz? ed. Z dzisiejszego tekstu [1.03.2010] w Wyborczej "Domosławski: Jak spiskowałem z Jerzym Illgiem" wynika, że Alicja Kapuścińska biografii męża jednak nie przeczytała, a w każdym razie, nie dostała jej od Artura Domosławskiego. Czytał ją za to Jerzy Illg.) - w końcu Domosławski porusza sprawy osobiste jej i jej męża, a każdy chciałby widzieć siebie i tych, których kocha, przedstawianych w jak najlepszym świetle i bez wyciągania bolesnych czy kontrowersyjnych spraw.

Ale dlaczego protestuje bloger? Dlaczego uznaje za chłam książkę, której nie widział na oczy? Jakim cudem ocenia coś, czego nie zna? Najbardziej mnie bawią i irytują jednoczesnie zdania w rodzaju „Domosławski był reporterem wybitnym, ale tu się zeszmacił”. Skoro ktoś uważa, że Artur Domosławski jest wybitny, to dlaczego nie da mu malusieńkiego kredytu zaufania i powstrzyma się wygłaszaniem opinii do momentu, kiedy przekona się doświadczalnie (czy-ta-jąc!), co książka jest warta?

Niesmaczne to wszystko.

 

 

 

A z innej beczki - wkrótce na blogu:

Artur Miller spotyka Arethę Franklin, czyli moje wrażenia po spektaklu „A Raisin in the Sun” w Royal Exchange Theatre w Manchesterze.

 

Arcydzieło tak bardzo niedoskonałe, czyli siedem filmów „Kara no Kyoukai – The Garden of Sinners”

 

Podwieczorek z mistrzem opowieści, czyli Gay Gavriel Kay i jego „Ostatnie promienie słońca”

sobota, 27 lutego 2010

Ulewa jest mą siostrą, strumień bratem, a każde z żywych stworzeń to mój druuuuh. Jesteśmy połączonym z sobą światem, a natura ten krąg życia wprawia w ruuuuch...

Co? A, tak. Dzisiaj będzie o „Avatarze”.

SPOJLERY, ale jeśli masz więcej niż 13 lat i/lub widziałaś/eś w życiu trochę filmów, czytaj śmiało, bo w „Avatarze” i tak nic Cię nie zaskoczy.

Przez chwilę kusiło mnie, żeby powtórzyć tytuł z notki o „Nine”, ale „Avatar” Jamesa Camerona scenariusz mimo wszystko ma – a że nie ma w nim ani jednego oryginalnego zdania czy, wiem - bezczelna jestem, myśli, to już inna para kaloszy. Wyczerpująco o rzeczy napisała u siebie Ninedin i nie pozostaje mi nic innego, jak podpisać się obiema łapami, bo też jestem z tych beznadziejnych przypadków, co dadzą im 3D, a one domagają się, o zgrozo, fabuły.

Amerykańskiego komandosa-weterana (poszkodowanego na ciele, ale nie na duszy, nasz Jake, cóż za swojskie imię, nie może chodzić, ale traumy się go nie imają i niewinny jest jak trzymiesięczne szczenię) men in black wysyłają far far away i tam dołącza do grupy, która go nie szanuje (those damned scientists with their damned scientific mumbo-jumbo!) i wręcz uważa za głupka (Jake jest niezbyt bystry i nieodpowiedzialny, ale serce ma wielkie, taaak?).

Następnie nasz bohater w wyniku zupełnie nieoczekiwanego zwrotu akcji (jeśli jesteś inteligentną plazmą z Galaktyki Andromedy i nigdy wcześniej nie miałaś/eś kontaktu z produktami ludzkiej kultury popularnej z XX wieku, to może być nieoczekiwane, taaak? ) gubi się w obcym świecie, spotyka dziewczynę i budzi niczym nie uzasadnione zainteresowanie zarodników ze Świętego Drzewa, które sprawia, że szefostwo plemienia obcych postanawia zrobić z niego swojaka. Komandos się uczy, zalicza serię upadków, zakochuje się w dziewczynie, zmienia stronę i walczy o swoje nowe ideały.

W międzyczasie serwuje się nam prześliczne krajobrazy, gadki o jedności ze światem, ommm, ommmm, ommmm, trawa jest zielona, ommmmm, i nielogiczności od których bolą zęby (Skoro korporacja może swobodnie zdecydować o wycięciu Na'vi do nogi, to why not nuke them? Jakim cudem pani kapitan nie ponosi żadnych konsekwencji niewykonania rozkazu? Czy nie powinna przynajmniej zostać zamknięta razem z Dian Fossey i Jakiem? Jak to natura nie staje po niczyjej stronie, skoro dmuchawce od początku lubią naszego komandosa? Skąd przekonanie, że niemoralna korporacja będzie przestrzegać wynegocjowanych, bo zakładam, że były jakieś negocjacje, warunków? A nie wróci i nuke them all? Et cetera...).

Film kończy się nudną bitwą (w założeniu zapewne epicką) i oczywiście happy endem.

Czy wspomniałam o avatarach? Nie? To dlatego, że dało by się obyć bez nich, gdyby nie różnice w rozmiarach (co by mogło utrudnić romans) i myk z USB. Mianowicie na Pandorze wszystkie formy życia mają łącza, przez które można się z nimi połączyć i proszę bardzo, mamy jedność ze światem w sensie dosłownym. Jej, w anime miewamy fan service, w "Avatarze" mamy geek service (nie, że to nie jest fajny pomysł, mojego wewnętrznego geeka bardzo ucieszyło USB, ale winno być ozdobą i dodatkiem do fabuły, a nie jej zastępstwem).

Jeszcze jedno - w porządku, widoki na Pandorze bywają zachwycające, yay for 3D, ale powszechne rozdziawianie ust i ochy i achy, trochę mnie dziwią. Ludzkości, technologia technologią, nie każdy też musi mieć wyobraźnię, ale my przecież żyjemy w trójwymiarze! Zwykły poranek w Bieszczadach bije Pandorę na głowę.

[Na blogu zrobiło się zdecydowanie zbyt filmowo. Następny wpis będzie o teatrze, obiecuję.]

wtorek, 23 lutego 2010

W roku 1999 amerykańska przedszkolanka Margaret Edson otrzymała Pulitzera za dramat „The Wit”. Dwa lata później sztuka została przeniesiona na mały ekran przez Mike'a Nicholsa („Absolwent”, „Kto się boi Virginii Woolf”, „Bliżej”). W roli głównej wystąpiła Emma Thomson, a partnerują jej m. in. Eileen Atkins, Christopher Lloyd i Harold Pinter.

Vivian Bearing, profesor literatury angielskiej, dowiaduje się, że ma raka w zaawansowanym stadium. Mimo braku szans na wyleczenie zgadza się na eksperymentalną terapię. Nauka i poezja spotkają się w szpitalnej sali, a pani profesor podczas miesięcy w szpitalu będzie musiała przygotować się na nadejście końca.

Nie będę się rozpisywać, „The Wit” to perełka. Oraz dowód na to, że każdą zbanalizowaną historię (telewizyjny film o raku? toż to musi coś czego można się spodziewać po „Okruchach życia” na Jedynce, ergo film łzawy, nierealistyczny, z dłużyznami i dialogami, których nie powstydziłyby się Helena Mniszkówna wespół z Jodi Picoult!) da się opowiedzieć inaczej, łamiąc schematy, w sposób świeży, oszczędny i inteligentny. I że to aktorstwo, a nie efekty tworzą film.

Emma Thomson, której wielką klasę i talent podziwiam za każdym razem, kiedy pojawia się na ekranie, jako pewna siebie, wymagająca Vivian, nagle zupełnie bezradna w sytuacji, w której postawiło ją życie, daje nam lekcję umierania pozbawioną patosu i tanich sentymentów, chociaż jednocześnie tak prostą, jak to tylko możliwe.

Kameralny „The Wit” nie należy do filmów, które ogląda się z przyjemnością – nie tylko od pierwszej do ostatniej minuty mówi o rzeczach ostatecznych, o śmierci, przed którą nie ma ucieczki, ale też tylko do pewnego momentu (i jest to, jak się wydaje, zamierzone przez twórców obrazu) można go oglądać „na chłodno”.

Swego czasu byłam w TRze na „4:48 Psychosis” Sarah Kane. Kiedy po ostatniej scenie zgasły światła, czuć było wyraźnie, jak bardzo publiczność chciałaby nagrodzić przedstawienie owacją na stojąco i jak bardzo brawa byłyby nie na miejscu, bo w obliczu tego, co zobaczyliśmy, nie wypada klaskać. Takie samo wrażenie pozostawia „The Wit”.


sobota, 20 lutego 2010


Obejrzałam „Nine” i spojleruję bez litości.

Reżyser Guido Contini jest żyjącą legendą włoskiego kina, ale ostatnie jego przedsięwzięcia to klapy i mistrz nie może spać, nie może jeść i nie może przestać jęczeć. Za kilka dni mają się rozpocząć zdjęcia do nowego filmu, pod wdzięcznym tytułem Italia, który ma przywrócić go na szczyt. Jest tylko jeden problem – mistrz nie ma scenariusza i nawet bladego pojęcia, o czym ma być Italia.

Co robi Guido? Głównie zbolałą minę. I z tą miną ucieka z miejsca na miejsce. Od kobiety do kobiety. Guido pali papierosa za papierosem i śpiewa trochę. Kobiety – żona, kochanka, przyjaciółka, dziwka-z-przeszłości, amerykańska dziennikarka i matka – śpiewają dużo. Jest bardzo widowiskowo. (Sophia Loren w roli matki jako jedna z niewielu postaci nie mówi po angielsku z wyraźnym włoskim czy „włoskim” akcentem, a po włosku z angielskim czy innym,więc kiedy wygłasza swoje kwestie nie bolą uszy. Za to czasami bolą oczy - nie mam pojęcia dlaczego była filmowana tak, jakby nie można jej było pokazać, bo lata i operacje plastyczne. Widziałam zdjęcia z premiery filmu i wygląda na nich o wiele lepiej i naturalniej niż w samym filmie. W tej sytuacji fakt, że gra zmarłą matkę wydaje mi się wyjątkowo ironiczny.) Następuje rozwiązanie akcji, której nie było. Kurtyna.

To, co się dzieje w przerwach między piosenkami nie ma wielkiego sensu. Na przykład kolacja w hotelu. Pojawia się Luisa. Witamy Luisę. Pojawia się młody ksiądz. Witamy młodego księdza, który zdecydowanie zbyt interesuje się zepsutym światem filmu. Po kolacji, upojonego winem producent zabiera na dziwki i więcej wina, o trzeciej nad ranem, rzygając z mostu do rzeki, duchowny przeżywa kryzys wiary, chce zrzucić sutannę, ale przekonany przez starego przyjaciela z seminarium duchownego decyduje się na wyjazd na misję do Afryki... stop. Nic takiego się nie dzieje, ostatnie zdanie właśnie wymyśliłam. Witamy młodego księdza i przedstawiamy mu Luisę, oh, pani jest aktorką, byłam, Luisa śpiewa. A mogłaby zaśpiewać i bez tej sceny, tylko w reakcji na rzuconą mimochodem uwagę kogoś, kto już przy stole siedział, bo o jej przeszłości dowiadujemy się już wcześniej. Czymś trzeba było wypełnić te 112 minut filmu. I niekoniecznie treścią. Po piosence Luisy ksiądz nie ma już ani pół linijki tekstu. Weźmy inny przykład – monolog muzy reżysera przed jej piosenką i trochę po. Nicole Kidman jako Claudia mówi, mówi, mówi i nie ma to sensu. Bla, bla, bla i... śpiewam. I jeszcze bla, bla.

„Nine” jest boleśnie słabe, nawet jeśli nie porównywać go z „Chicago”, ale jak go nie porównywać z „Chicago”? Na poziomie piosenek:

Z „Chicago” pamiętamy: Overture/All That Jazz, Razzle Dazzle, When You're Good To Mama, Mister Cellophane, Cell Block Tango, Funny Honey...

Z „Nine” zapamiętamy: szczerze? Nic. Be Italian broni się tylko wielkim głosem Fergie, przy przebojowym Cinema Italiano myślałam, że zwymiotuję, jeśli jeszcze raz powtórzą „Guido Contini! Guido Contini! Guido Contini!”, a w miarę podobały mi się Take it All i My Husband Make Movies, bo choć dość banalne, to Marion Cotillard zaśpiewała je z wielką klasą. (W ogóle Marion Cotillard to dla mnie jasny punkt filmu.) Nie sądzę, żebym za dwa tygodnie pamiętała którąkolwiek z tych piosenek. Kiedy na końcu Guido zaczął kręcić nowy film i wszystkie kobiety jego życia (i z sto tancerek) wchodziły do studia, liczyłam na wspólny, epicki, przegięty utwór, który uratowałby tę katastrofę. Przeliczyłam się.

Z kina wyszłam z wrażeniem, że Rob Marshall zrobił film o reżyserze bez scenariusza sam też scenariusza nie mając.

sobota, 06 lutego 2010
<meta content="OpenOffice.org 3.1 (Win32)" name="GENERATOR" /><style type="text/css"> <!-- @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } - </style> <p style="margin-bottom: 0cm;">Przeczytałam „Wydanie poprawione” Petera Esterhazego i pozostając pod wrażeniem tegoż (a już trochę czasu upłynęło) sięgnęłam po nową książkę Zbigniewa Kruszyńskiego „Ostatni raport”. Z tyłu na okładce wypisane same bzdury, które należałoby przeczytać jako: „kup to, kup, to, kup to...!”</p> <p style="margin-bottom: 0cm;"><span style="font-weight: bold;">Teoretycznie SPOJLERY, choć nie za bardzo jest co SPOJLEROWAĆ </span> </p> <p style="margin-bottom: 0cm;">Rzecz się dzieje na przestrzeni lat w PRLu, a bohater (i narrator w jednej osobie) w skrócie: współpracuje z SB, działa w opozycji, wojażuje, o każdej napotkanej kobiecie myśli w kategoriach erotycznych i namiętnie zapisuje. Wszystko. Podobno. Not that anybody cared.</p> <p style="margin-bottom: 0cm;">Gdybym zaufała pierwszemu wrażeniu, skończyłabym lekturę zanim ją na dobre zaczęłam. (Myśl po przeczytaniu pierwszej strony – to nie może być dobre.) I niewiele bym straciła. Niestety „Ostatni raport” to książka słaba i kontrowersyjny temat jej nie ratuje.</p> <p style="margin-bottom: 0cm;">Główny bohater nie przeżywa żadnego wewnętrznego konfliktu, w donoszenie daje się wciągnąć bez bólu i do nikogo nie jest tak na dobrą sprawę przywiązany (ale oczywiście mamy przepisową scenę z dziewczyną, co to jest i dumna i przerażona, kiedy on rozpoczyna działalność opozycyjną). Konformista z odrobiną zdolności manipulatorskich. To mogłaby być postać wspaniała (ach, gdyby tak napisał ją choćby... ale nie, nie napisał, więc nie warto gdybać), a jest nudna. Nie budzi ani oburzenia, ani pogardy, ani współczucia. Można ją post factum ocenić źle – donosił, ustawił się, dwulicowa szuja był, ale to wiedza z lektury, a nie odczucia z lektury.</p> <p style="margin-bottom: 0cm;">Jeśli taka kreacja – bohater byle jaki, który nie jest ani o wiele gorszy, ani o wiele lepszy od innych, choć nieco cyniczny i, oczywiście, mający o sobie jak najlepsze zdanie – była celowa, to autor w żaden sposób nie daje nam o tym znać. Jak sądzę, sporym utrudnieniem była tu narracja pierwszoosobowa, w końcu wszystko widzimy z perspektywy tegoż bohatera – więc jak tu zbudować napięcie, ustanowić przeciwwagę? Chyba tylko z pomocą innych postaci. Ale w tym wypadku mam wątpliwości, czy warto w ogóle mówić o innych postaciach. Przez „Ostatni raport” przewijają się kobiety, koledzy, działacze jednej i drugiej strony, znajomi, nieznajomi, rodzina – jednak to wszystko klisze, a nie bohaterowie z krwi i kości. </p> <p style="margin-bottom: 0cm;">Podobnie ma się rzecz z wydarzeniami, które, nawet jeśli tragiczne, są przedstawione tak stereotypowo, że pozostawiają czytelnika obojętnym.</p> <p style="margin-bottom: 0cm;">Od strony formalnej – „Ostatni raport” da się czytać bez bólu. I tylko to. </p> <p style="margin-bottom: 0cm;">Niemcy mają filmowe „Życie na podsłuchu”, Węgrzy - „Wydanie poprawione”. My - może "Rewers"? Nie jestem przekonana. </p> </div> <div class="BlogWpisInfo"> <div class="InfoPodTekstem"> <div class="infoTagi">Tagi: <a href="http://www.blox.pl/blog/tag/kruszynski" target="_blank">kruszyński</a> <a href="http://www.blox.pl/blog/tag/ksiazka" target="_blank">książka</a> <a href="http://www.blox.pl/blog/tag/ostatni" target="_blank">ostatni</a> <a href="http://www.blox.pl/blog/tag/raport" target="_blank">raport</a> </div> <span class="IPTczas">16:24</span>, <span class="IPTautor">fabulitas</span> , <a class="IPTkategoria" href="/html/1310721,262146,21.html?630342">Książkowo</a> <br/> <a class="IPTlinkuj" href="/2010/02/Polska-srednia-byle-jaka.html">Link</a> <a class="IPTkomentuj" href="/2010/02/Polska-srednia-byle-jaka.html#ListaKomentarzy"> Komentarze (2) » </a> </div> </div> </div> <div class="BlogDataWpisu"> piątek, 05 lutego 2010 </div> <div class="BlogWpisBox"> <a name="entry_4412706"></a> <div class="BlogWpisItemTytul"><a href="/2010/02/Panie-i-panowie-Sherlock-Holmes.html">Panie i panowie... Sherlock Holmes!</a></div> <div class="BlogWpisTresc"> Obejrzałam nowego <span style="font-weight: bold;">„Sherlocka Holmesa”</span> i traf chciał, że dzień później przeczytałam Gazetową <a href="http://wyborcza.pl/1,75475,7460212,Holmesie__jestes_zabawny.html">recenzję</a>, która najpierw mnie zirytowała, później rozbawiła, a na koniec zirytowała bardziej.<br /><br /><span style="font-weight: bold;">UWAGA, delikatne SPOJLERY!</span><br /><meta content="text/html; charset=utf-8" http-equiv="CONTENT-TYPE" /><title /><meta content="OpenOffice.org 3.1 (Win32)" name="GENERATOR" /><style type="text/css"> <!-- @page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } P { margin-bottom: 0.21cm } --> </style> <p style="margin-bottom: 0cm;">Jacek Szczerba stawia tezę, że film jest nie do końca, bo zabrakło w nim tego, co według krytyka stanowi o wyjątkowości serii Conan Doyle'a, a mianowicie fascynacji Watsona (a w konsekwencji także czytelników/widzów) przyjacielem. Dla mnie film jest do końca i dalej, i nie mogę się zgodzić, że dla widzów nowy Holmes nie może być fascynujący, ani że podstawą uroku i popularności książek o Holmesie jest podziw, który żywi dlań Watson (a jestem świeżo po ponownej lekturze części opowiadań). </p> <p style="margin-bottom: 0cm;">Owszem, fascynacja książkowego Watsona jest ważna i nie do pominięcia, skoro doktor jest kronikarzem poczynań Holmesa, ale ten sam Watson to bystry i ironiczny obserwator rzeczywistości, wątpiący chwilami w możliwości przyjaciela i potrafiący zrobić mu awanturę (o zażywanie narkotyków, vide „Znak czterech”) - daleki od zakorzenionej w popkulturze postaci grubaska chodzącego w ślad za detektywem i powtarzającego „Holmesie, jesteś genialny!”, którego Szczerba ewidentnie chciałby zobaczyć (nie, panie redaktorze, książkowy Watson nie jest safandułowaty). </p> <p style="margin-bottom: 0cm;">Jako że u Ritchiego Watson i Holmes znają się od lat, a w dodatku są ze sobą w konflikcie, więc ochy i achy nad inteligencją Holmesa byłyby mocno dziwaczne i nienaturalne, natomiast pociąg Watsona do przygody i tajemnicy (który, a jakże, przejawiał również literacki pierwowzór) pasuje idealnie. Sądzę też, że Downey Jr. jako Holmes ma dość charyzmy, żeby zafascynować widza, bez „suflerki” doktora Watsona. </p> <p style="margin-bottom: 0cm;">Dalej Jacek Szczerba stwierdza, że nowy Holmes „jest przede wszystkim sympatycznym ekscentrykiem”. Jeśli dla Szczerby facet strzelający w mieszkaniu w ściany jest sympatycznym ekscentrykiem, to nie zazdroszczę mu sąsiadów. <span style="font-weight: bold;">Ale przyjrzyjmy się książkowemu Holmesowi.</span></p> <ol><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Sherlock Holmes u Conan Doyle'a posiada ogromną wiedzę z dziedzin, które są przydatne w jego profesji np. toksykologii, anatomii itp. (w filmie: też).</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Wykazuje się równie ogromną ignorancją we wszystkich innych dziedzinach. Poza muzyką i częściowo literaturą. (w filmie: niestety nie stwierdzono, poprawcie mnie jeśli coś przeoczyłam)</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Jest kokainistą i morfinistą. (w filmie: mamy tylko aluzję w postaci picia płynu używanego przy chirurgii oka, zapewne żeby nie dostał wyższej kategorii wiekowej)</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Walczy na pięści. (w filmie: też)</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Z pasją eksperymentuje. (w filmie: tak)</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Jest niedostosowany społecznie. Potrafi być nieprzyjemny, potrafi być czarujący. Ludzie interesują go, o ile i jak długo są częścią badanej sprawy. Znajomy, który przedstawił Watsonowi Holmesa, ostrzegał doktora, że Holmes potrafiłby podać przyjacielowi truciznę, żeby sprawdzić jak działa. (w filmie: zgadza się)</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Ekscentryk. Żyje jak przedstawiciel bohemy. Na przemian przejawia niespożytą energię w pościgu za złoczyńcami i rozwiązywaniu zagadek albo tygodniami leży w szlafroku na kanapie, pogrążony w narkotycznych snach (w filmie: znów się zgadza, tak przy okazji, filmowy Holmes mówi do Watsona „My mind rebels at stagnation. Give me problems, give me work!” i jest to bezpośredni cytat z książki, niejedyny zresztą, zawsze dobrze widzieć, że scenarzyści odrobili pracę domową. Nie to, co krytyk.)</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Ma dobre stosunki z klasami niższymi, biedotą. (w filmie: again, ładna scena w więzieniu czy z sceny z kapitanem)</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Gra i „brzdąka” na skrzypcach. (w filmie: akurat tylko brzdąka)</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Lubi operę. (w filmie: tak)</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Pali fajkę. (w filmie: jest i fajka)</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Czasami chadza z typowym wyposażeniem ówczesnego dżentelmena – laską. (w filmie: nie zauważyłam)</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Czasami – ze szpicrutą. (w filmie: jest!)</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Ma niskie mniemanie o inspektorach Scotland Yardu (ale i o zwykłych policjantach, vide „Studium w szkarłacie”). Wyraża się o nich bardzo krytycznie, czasem wręcz pogardliwie, bywa, że nabija się z nich w bezpośredniej rozmowie tak, że ci nie zawsze to zauważają lub nawet biorą słowa detektywa za dobrą monetę. (w filmie: tak, dostaje się inspektorowi Lestrade)</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Jest mistrzem kamuflażu. (w filmie: tak, znów tak!)</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Lubi się popisywać, czy to inteligencją czy przebraniem. (w filmie: naprawdę mam to pisać? tak, w filmie też lubi się popisywać)</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Zwykle nie wyjaśnia z miejsca do jakich wniosków doszedł. Podrzuca wskazówki inspektorom i Watsonowi – detale sprawy i pełen tok dedukcji poznajemy na końcu. (w filmie: guess what, chociaż, nawiązując do recenzji Jacka Szczerby, ja też nie obraziłabym się za trochę więcej dedukcji, ale nie przypisuję tego braku niedoskonałości filmowej postaci Holmesa, a niedoskonałości intrygi – w filmie od początku wiemy, kto jest wielkim złym i Holmes musi tylko do niego dotrzeć, ergo właściwie nie ma zagadki)</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Bierze udział w pościgach, walkach, wspina się po linie, biega boso po dachu, zna wszystkie bruki Londynu etc. (w filmie: tak, tak, a nie siedzi z fajeczką w fotelu, wysłuchuje szczegółów sprawy i ta-dam wyjaśnia rzecz nie kiwnąwszy palcem)</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Nie zajmuje się „zwykłymi” sprawami kryminalnymi. (w filmie: owszem, zmartwychwstanie podpada pod kategorię interesujące)</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Jeśli nie ma jednego ze swoich napadów apatii i depresji połączonych z zażywaniem narkotyków, zawsze jest ubrany starannie i elegancko. (w filmie: nie, wręcz przeciwnie, strój traktuje z daleko posuniętą nonszalancją, wręcz obojętnością – rozpięte mankiety podczas widzenia z Blackwoodem etc., tylko dwa razy wygląda elegancko - na kolacji z Mary i kiedy z Watsonem oglądają rozbity grobowiec, w obu przypadkach krótko to trwa)</p> </li><li><p style="margin-bottom: 0cm;">Darzy Watsona wierną przyjaźnią. (w filmie: i to <a href="http://humon.deviantart.com/art/Holmes-and-Watson-106307059">jak</a>)</p> </li></ol> <p style="margin-bottom: 0cm;">Oczko. Spokojnie mogłabym jeszcze dopisać parę punktów, ale myślę, że nie pominęłam nic szczególnie ważnego. Jak widać „nieortodoksyjny” nowy Sherlock jest nadspodziewanie wierny książkowemu oryginałowi, chociaż nie do ostatniej litery – i też chwała mu za to. </p> <p style="margin-bottom: 0cm;">O ile tekst o „sympatycznym ekscentryku” mnie rozbawił (bo czy i książkowy Sherlock nie jest takim „sympatycznym ekscentrykiem”?), to, jak wspomniałam na początku, parę rzeczy mocno mnie w recenzji zirytowało, i pozwólcie, że podzielę się moją irytacją. I będę cytować.</p> <p style="margin-bottom: 0cm;"><span style="font-weight: bold;">„Irena Adler”</span> – IrenE Adler. To nie Jerzy Waszyngton. A jeśli MS Word poprawił, to należało poprawić MS Worda.</p> <p style="margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"><span style="font-weight: bold;">„Holmes brzdąka na skrzypcach, zażywa podejrzane środki (pod tym względem Downey Jr. idealnie nadaje się do roli, bo ma problemy z używkami)...”</span> - Przepraszam, co? Czy w takim razie gangsterów powinni grać tylko mający problemy z prawem? Dzieciatych dzieciaci, a rozwodników rozwodnicy? A kto zagra superbohaterów? Albo postacie historyczne? Ojej, fatalnie, nie znam nikogo, kto żył w XVI wieku! Ani żadnego małego zielonego ludzika! Robert Downey Jr. jest aktorem i jeśli zajdzie taka potrzeba, ma umieć zagrać Ryszarda III, klarnecistkę uzależnioną od adrenaliny, kosmitę, świnkę morską albo drzewo. </p> <p style="margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"><span style="font-weight: bold;">„[Holmes] przebiera się celem kamuflażu”</span> - No kidding. A w jakim innym celu miałby się przebierać? Chwila. Nie odpowiadajcie.</p> <p style="margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"><span style="font-weight: bold;">„Sprawdził się pomysł narracyjny, by niektóre sytuacje przedstawiać jakby w niepełnej wersji, a potem je uzupełniać, pokazując, co też Holmes, którego za pierwszym razem nie rozpoznaliśmy, w nich zdziałał.”</span> - (W tym momencie zaczęłam podejrzewać, że redaktorom Gazety płacą od słowa) Bo to stary filmowy chwyt. I zgadnijcie co, sprawdza się za każdym razem. Nowy „Sherlock Holmes” jest trochę jak gra, którą dobrze znamy, ale nadal uwielbiamy w nią grać. Mnóstwo w nim chwytów jasnych dla ogarniętego widza, które wprawdzie już nie zaskakują, ale dalej sprawiają ogromną radochę oglądającemu.</p> <p style="margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"><span style="font-weight: bold;">„Ale gdyby ktoś sądził, że nie da się ironicznie potraktowanego Holmesa zrobić lepiej, niech odnajdzie kopię "Prywatnego życia Sherlocka Holmesa" (1970) Billy'ego Wildera.” </span>- Tego które ogrywa homoseksualizm Holmesa? Może w latach 70 nie był to jeszcze tak wyświechtany żart, ale i tak „Prywatne życie...” jak na film Wildera jest słabe. IMO.</p> <p style="margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"><span style="font-weight: bold;">„Film Guya Ritchiego (…) jest po komiksowemu szybki, i to tak bardzo, że aż niektóre dowcipy nie dostają dość czasu, żeby wybrzmieć”</span> - Indiana Jones też się nie zatrzymywał, żeby dowcipy mogły wybrzmieć, a nowy „Sherlock Holmes” to dokładnie tego rodzaju film. Mnie nie wydawał się przesadnie rozpędzony, ale to już sprawa indywidualna.</p> <p style="margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;"><span style="font-weight: bold;">„Premierze nowych kinowych przygód Holmesa towarzyszy w Polsce wydanie książki Nicka Rennisona "Sherlock Holmes. Biografia nieautoryzowana" (W.A.B.)...”</span> i cała reszta akapitu. (Tutaj moje podejrzenie przybrało na sile.) Co to ma do rzeczy? Jak było jeszcze miejsce do zapisania, i to sporo, to może warto było napisać coś wartościowego o filmie? Wyjść poza gadkę-szmatkę o fascynacji, relacjach homoerotycznych i bałkańskich nutach? Tak BTW bardzo źle myślę o biografiach nieautoryzowanych i dalszych przygodach sióstr Bennet, i nie cieszy mnie ich reklamowanie.</p> <p style="margin-bottom: 0cm; font-weight: normal;">Ogólnie rzecz biorąc uważam, że „Sherlock Holmes” Guya Ritchiego to kawał porządnego rozrywkowego widowiska, które spokojnie mogę polecić na wypad do kina ze znajomymi. Jest tam i humor, i akcja, i świetny duet głównych bohaterów, i ogólnie dobre aktorstwo (zwróciła moją uwagę choćby Kelly Reilly, którą pamiętam ze „Smaku życia”, a miała ile? Cztery sceny i sześć minut na ekranie?), i zadowalająca strona wizualna, i różne smaczki dla tych, którzy wiedzą, gdzie patrzeć. To, że główna intryga rozczarowuje i rozczarowywałaby jeszcze mocniej, gdyby nie drugi plan z profesorem Moriartym w roli władcy marionetek, nie wpływa specjalnie na odbiór filmu. Panowanie nad światem, poważnie? Połączenie nauki i okultyzmu fajne, przeżycie powieszenia oklepane, ale też fajne, przeciwnikiem Holmesa szaleniec-mason owładnięty żądzą panowania nad światem zdecydowanie niefajne. Już lepiej, żeby szukali zaginionych klejnotów mołdawskiej księżniczki. </p> <br /> </div> <div class="BlogWpisInfo"> <div class="InfoPodTekstem"> <div class="infoTagi">Tagi: <a href="http://www.blox.pl/blog/tag/film" target="_blank">film</a> <a href="http://www.blox.pl/blog/tag/Holmes" target="_blank">Holmes</a> <a href="http://www.blox.pl/blog/tag/ksiazka" target="_blank">książka</a> <a href="http://www.blox.pl/blog/tag/ritchie" target="_blank">ritchie</a> <a href="http://www.blox.pl/blog/tag/sherlock" target="_blank">sherlock</a> <a href="http://www.blox.pl/blog/tag/Szczerba" target="_blank">Szczerba</a> </div> <span class="IPTczas">14:53</span>, <span class="IPTautor">fabulitas</span> , <a class="IPTkategoria" href="/html/1310721,262146,21.html?629992">Filmowo</a> <br/> <a class="IPTlinkuj" href="/2010/02/Panie-i-panowie-Sherlock-Holmes.html">Link</a> <a class="IPTkomentuj" href="/2010/02/Panie-i-panowie-Sherlock-Holmes.html#ListaKomentarzy"> Komentarze (8) » </a> </div> </div> </div> </div> </td> <td valign="top"> <div id="BlogWazkaSzpalta"> <div id="BlogKalendarzBox"> <table class="Kalendarz"> <tr> <td class="Miesiac"> <a href="/html/1310721,262146,724.html?1" title="pierwszy miesiąc">| </a> <a href="/html/1310721,262146,17.html?2" title="poprzedni miesiąc"><</a> </td> <td colspan="5" class="Miesiac"> <a href="/html/1310721,262146,18.html?1">Luty 2010</a></td> <td class="Miesiac"> <a href="/html/1310721,262146,19.html?2" title="następny miesiąc">></a> <a href="/html/1310721,262146,725.html?1" title="ostatni miesiąc"> |</a> </td> </tr> <tr> <td class="DzienTygodnia">Pn</td> <td class="DzienTygodnia">Wt</td> <td class="DzienTygodnia">Śr</td> <td class="DzienTygodnia">Cz</td> <td class="DzienTygodnia">Pt</td> <td class="DzienTygodnia">So</td> <td class="DzienTygodnia">N</td> </tr> <tr> <td class="DzienMiesiaca"> 1 </td> <td class="DzienMiesiaca"> 2 </td> <td class="DzienMiesiaca"> 3 </td> <td class="DzienMiesiaca"> 4 </td> <td class="DzienMiesiaca"> <a href="/html/1310721,262146,20.html?5">5</a> </td> <td class="DzienMiesiaca"> <a href="/html/1310721,262146,20.html?6">6</a> </td> <td class="DzienMiesiaca"> 7 </td> </tr> <tr> <td class="DzienMiesiaca"> 8 </td> <td class="DzienMiesiaca"> 9 </td> <td class="DzienMiesiaca"> 10 </td> <td class="DzienMiesiaca"> 11 </td> <td class="DzienMiesiaca"> 12 </td> <td class="DzienMiesiaca"> 13 </td> <td class="DzienMiesiaca"> 14 </td> </tr> <tr> <td class="DzienMiesiaca"> 15 </td> <td class="DzienMiesiaca"> 16 </td> <td class="DzienMiesiaca"> 17 </td> <td class="DzienMiesiaca"> 18 </td> <td class="DzienMiesiaca"> 19 </td> <td class="DzienMiesiaca"> <a href="/html/1310721,262146,20.html?20">20</a> </td> <td class="DzienMiesiaca"> 21 </td> </tr> <tr> <td class="DzienMiesiaca"> 22 </td> <td class="DzienMiesiaca"> <a href="/html/1310721,262146,20.html?23">23</a> </td> <td class="DzienMiesiaca"> 24 </td> <td class="DzienMiesiaca"> 25 </td> <td class="DzienMiesiaca"> 26 </td> <td class="DzienMiesiaca"> <a href="/html/1310721,262146,20.html?27">27</a> </td> <td class="DzienMiesiaca"> <a href="/html/1310721,262146,20.html?28">28</a> </td> </tr> </table> </div> <div id="BlogTytulyOstatnichWpisow"> <div id="BlogTytulBoxaOstatnichWpisow"> Ostatnie wpisy </div> <ul> <li> <a href="/2015/06/Prawdziwi-ludzie.html"> (Prawdziwi) ludzie </a> </li> <li> <a href="/2015/05/Naprawde-dluga-podroz.html"> Naprawdę długa podróż </a> </li> <li> <a href="/2015/01/Wez-sie-w-garsc-Hamlecie.html"> Weź się w garść, Hamlecie </a> </li> <li> <a href="/2014/10/Piwko-w-teatrze-i-inne-bezecenstwa.html"> Piwko w teatrze i inne ... </a> </li> <li> <a href="/2014/09/Matka-corka-i-potwory.html"> Matka, córka i potwory </a> </li> <li> <a href="/2014/08/Shush.html"> Shush! </a> </li> <li> <a href="/2014/08/Claire-Randall-i-inne-nieszczescia.html"> Claire Randall i inne ... </a> </li> <li> <a href="/2014/07/antyFeministyczne-bingo-popkulturowe.html"> antyFeministyczne bingo ... </a> </li> <li> <a href="/2014/07/Wszystkie-dary-Pandory.html"> Wszystkie dary Pandory </a> </li> <li> <a href="/2014/06/Midnight-Robber.html"> Midnight Robber </a> </li> </ul> </div> <div id="BlogZakladkiBox"> <div id="ZakladkiTytul">Zakładki:</div> <div id="ZakladkiItems"> <div class='TytulFolderaZakladek'>Blogroll</div> <div class='PoziomDrzewa'> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://221b.blox.pl/html">221b Baker Street</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://dzidudzidu.blogspot.com">Dzidu</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://meanwhile-on-vulcan.blogspot.com">Fangirls' Guide to the Galaxy</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://fronetyczny.wordpress.com/">Fronesis</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://gothmucha.blox.pl/html">Gothmucha</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://ksiazkimojejsiostry.blox.pl/html">Grendella & Milvanna</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://jamelah.net/">Jamelah</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://kaczazupa.wordpress.com/">Kacza Zupa</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://kozmo.blox.pl/html">Kozmo</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://blog.krolowanocy.pl">Królowa vs Świat</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://ninedin.blox.pl/html">Legendum est</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://www.ultramaryna.pl/mkk/">Marceli Sz.</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://myszamovie.blogspot.com">Mysza Movie</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://nameste.litglog.org/">Nameste</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://sciezkifilmowe.blogspot.fr/">O ruchomych obrazkach</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://porcja.blogspot.com">Porcja</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://redheads-thoughts.blogspot.com">Redhead's Thoughts</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://ferengis.blox.pl">Scribere necesse est</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://sherlockista.blogspot.fr/">Sherlockista</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://srebrzysta.wordpress.com/">Srebrzysta</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://stray-alchemist.livejournal.com/">Stray Alchemist</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://szprotestuje.wordpress.com/">Szprotest</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://tamaryszek.wordpress.com/">Tamaryszek</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://godsavethebook.blogspot.com/">The book</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://wizjalokalna.wordpress.com/">Wizja lokalna</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://ysabellog.wordpress.com/">Ysabell</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://zpopk.blox.pl/html">Zwierz</a></div> </div> <div class='TytulFolderaZakladek'>Me, myself and I</div> <div class='PoziomDrzewa'> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="http://goodnightsweetme.tumblr.com/">Tumblr</a></div> <div class='ZakladkaEtykieta'><a href="https://twitter.com/fabulitas">Twitter</a></div> </div> </div> </div> <div id="BlogChmuraTagowBox"> <div id="BlogChmuraTagowTytul"> Tagi </div> <ul class="BlogChmuraTagowLista"> <li><a href="http://www.blox.pl/blog/tag/ksiazka" style="font-size: 150%" target="_blank">książka</a></li> <li><a href="http://www.blox.pl/blog/tag/Doctor-Who" style="font-size: 129%" target="_blank">Doctor Who</a></li> <li><a href="http://www.blox.pl/blog/tag/Moffat" style="font-size: 101%" target="_blank">Moffat</a></li> <li><a href="http://www.blox.pl/blog/tag/Matt-Smith" style="font-size: 97%" target="_blank">Matt Smith</a></li> <li><a href="http://www.blox.pl/blog/tag/sherlock" style="font-size: 95%" target="_blank">sherlock</a></li> <li><a href="http://www.blox.pl/blog/tag/downton-abbey" style="font-size: 93%" target="_blank">downton abbey</a></li> <li><a href="http://www.blox.pl/blog/tag/film" style="font-size: 93%" target="_blank">film</a></li> <li><a href="http://www.blox.pl/blog/tag/Szekspir" style="font-size: 93%" target="_blank">Szekspir</a></li> <li><a href="http://www.blox.pl/blog/tag/sztuka" style="font-size: 93%" target="_blank">sztuka</a></li> <li><a href="http://www.blox.pl/blog/tag/fantasy" style="font-size: 91%" target="_blank">fantasy</a></li> <li><a href="http://www.blox.pl/blog/tag/kanon" style="font-size: 91%" target="_blank">kanon</a></li> <li><a href="http://www.blox.pl/blog/tag/Boardwalk-Empire" style="font-size: 89%" target="_blank">Boardwalk Empire</a></li> <li><a href="http://www.blox.pl/blog/tag/David-Tennant" style="font-size: 89%" target="_blank">David Tennant</a></li> <li><a href="http://www.blox.pl/blog/tag/feminizm" style="font-size: 89%" target="_blank">feminizm</a></li> <li><a href="http://www.blox.pl/blog/tag/Grinderman" style="font-size: 89%" target="_blank">Grinderman</a></li> </ul> </div> </div> <a href="mailto:fabulitas@gazeta.pl">Napisz do mnie!</a> <br> <script type="text/javascript"> var _gaq = _gaq || []; _gaq.push(['_setAccount', 'UA-5615590-5']); _gaq.push(['_trackPageview']); (function() { var ga = document.createElement('script'); ga.type = 'text/javascript'; ga.async = true; ga.src = ('https:' == document.location.protocol ? 'https://ssl' : 'http://www') + '.google-analytics.com/ga.js'; var s = document.getElementsByTagName('script')[0]; s.parentNode.insertBefore(ga, s); })(); </script> <div id="BlogLinkiBox"> <div class="BlogLinkiItem"><a href="http://www.blox.pl/html"><img id="imgLogoBlox" style="border: none" src='http://blox.pl/images/logo_s.gif' alt='Pisz swój dziennik w Internecie' title='Pisz swój dziennik w Internecie'/></a></div> <div class="BlogLinkiItem"><a href="http://www.blox.pl/html/8126465,262146.html" class="writeBloxLink">Pisz blog</a><br/><a href="http://www.blox.pl/html?page=addBlogToBookmarks&weblog_to_copy_id=344408" rel="nofollow">Dodaj blog do ulubionych</a><br/><a href="/html?mobile=yes" rel="nofollow">Wersja mobilna</a></div> <div class="BlogLinkiItem"> <a href="http://www.blox.pl/html?page=subscribeToNewsletter&weblog_id=344408"> <img id="imgNewsletterLink" style="border: none" src='http://blox.pl/images/n/blox_newsletter_ico.gif' alt='Zapisz się na newsletter! Liczba zapisanych: 6' title='Zapisz się na newsletter! Liczba zapisanych: 6'/> </a> <br/> <a href="http://www.blox.pl/html?page=subscribeToNewsletter&weblog_id=344408">zamów newsletter</a> </div> </div> </td> </tr> </table> </div> </div> <script type="text/javascript"> document.domain = 'blox.pl'; </script> <div id="sidebox_wrap"> <div id="sidebox_control" class="exp"> <div id="sidebox_bg"></div> <div id="sidebox" class="skin3"> <div id="sidebox_roll"></div> <div id="sidebox_body"> <a href="http://blox.pl/"><img src="http://blox.pl/images/belka/bloxlogo.png" alt="Blox.pl" /></a> <div class="nav"> <a class="nb" href="#" id="sidebox_btnprev"><span>poprzedni blog</span></a> <a class="nb" href="#" id="sidebox_btnnext"><span>następny blog</span></a> <a class="cb" onclick="dataLayer.push({'dimension7': dimension7,'vpv': vpv, 'event':'SendVirtualPageView'});" href="http://www.blox.pl/html/8257537.html"><img src="http://blox.pl/images/belka/createblox-btn-skin3.png" alt="załóż bloga" /></a> <a class="cb" onclick="dataLayer.push({'dimension7': dimension7,'vpv': vpv, 'event':'SendVirtualPageView'});" href="http://www.blox.pl/blog/signup/1"><img src="http://blox.pl/images/belka/createblox-btn-skin3.png" alt="załóż bloga" /></a> </div> <!-- .nav --> <div id="sidebox_container_0" class="list"> <strong id="sidebox_title_0" class="h"></strong> <ul id="sidebox_list_0"> <li class="dummy"></li> </ul> <!-- #sidebox_list_0 --> <p class="more"><a id="sidebox_link_0" href="#"></a></p> </div> <!-- .list --> <div id="sidebox_container_1" class="list"> </div> <!-- .list --> </div> <!-- #sidebox_body --> </div> <!-- #sidebox --> </div> <!-- .exp --> </div> <!-- #sidebox_wrap --> <iframe id="boxframe" name="bblo_frame" src="http://cookiecontainer.blox.pl/html?page=cookieStore¶ms=6,344408"></iframe> <script type="text/javascript"> function bblo_addEvent(obj, type, fn) { if (obj.addEventListener) { obj.addEventListener(type, fn, false); } else if (obj.attachEvent) { obj["e" + type + fn] = fn; obj[type + fn] = function() { obj["e" + type + fn] (window.event); } obj.attachEvent("on" + type, obj[type + fn]); } } function bblo_O(n) { return document.getElementById(n); } function bblo_trim(x){return x.replace(/^\s+|\s+$/g,'');} function bblo_hasClass(obj, clName) { var clN = ' ' + obj.className + ' '; return (clN.match(' ' + clName + ' ') != null); } function bblo_addClass(obj, clName) { if (bblo_hasClass(obj, clName)) return; obj.className = bblo_trim(obj.className + ' ' + clName); } function bblo_removeClass(obj, clName) { if (!bblo_hasClass(obj, clName)) return; var clN = ' ' + obj.className + ' '; eval("obj.className = bblo_trim(clN.replace(/ " + clName + " /g,' '));"); } function bblo_swapClass(obj, oldName, newName) { bblo_removeClass(obj, oldName); bblo_addClass(obj, newName); } var blox_frame = null; function bblo_init(e) { if (top.location != self.location) return; blox_frame = window.frames['bblo_frame']; window.setTimeout(bblo_ready, 10); } function bblo_completeList(n, item) { var obj = { title: bblo_O('sidebox_title_'+n), link: bblo_O('sidebox_link_'+n), list: bblo_O('sidebox_list_'+n), container: bblo_O('sidebox_container_'+n) }; try { obj.title.innerHTML = item.title; obj.link.href = item.link_uri; obj.link.innerHTML = item.link_caption; obj.container.className = 'list ' + item.class_name; for (var i = 0; i < item.data.length; i++) { var o_link = document.createElement('a'); var o_span = document.createElement('span'); var o_li = document.createElement('li'); o_link.innerHTML = '<strong>' + item.data[i].title + '</strong> ' + item.data[i].name; o_link.href = item.data[i].uri; o_span.innerHTML = item.data[i].when; o_li.appendChild(o_link); o_li.appendChild(o_span); obj.list.appendChild(o_li); } } catch (e) {;} } var blox_data_done = false; function bblo_ready() { try { if (blox_frame.blox_is_ready()) { if (blox_data_done) return; blox_data_done = true; var t_data = bblo_frame.blox_get_data(); g_data = t_data; if (t_data.display == '0') { bblo_swapClass(bblo_O('sidebox_control'), 'exp', 'fold'); } bblo_O('sidebox_btnprev').href = t_data.prev; bblo_O('sidebox_btnnext').href = t_data.next; for (var i = 0; i < t_data.items.length; i++) { bblo_completeList(i, t_data.items[i]); } bblo_addEvent(bblo_O('sidebox_roll'), 'click', bblo_toggle); bblo_O('sidebox_wrap').style.display = 'block'; } else { window.setTimeout(bblo_ready, 10); } } catch (e) { window.setTimeout(bblo_ready, 10); } } function bblo_toggle() { var obj = bblo_O('sidebox_control'); var write = '0'; if (bblo_hasClass(obj, 'exp')) { bblo_swapClass(obj, 'exp', 'fold'); } else { bblo_swapClass(obj, 'fold', 'exp'); write = '1'; } blox_frame.blox_toggle_display(write); } bblo_addEvent(window, 'load', bblo_init); </script> <script> var pingUrl = window.location.protocol + '//' + window.location.host + '/blog/ping/'; var xhr = new XMLHttpRequest(); xhr.open("GET", pingUrl, true); xhr.send(); </script> <script type="text/javascript"> (function(d, s, id) { var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0]; if (d.getElementById(id)) return; js = d.createElement(s); js.id = id; js.src = "//connect.facebook.net/pl_PL/sdk.js#xfbml=1&version=v2.3&appId=151924531509550"; fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs); }(document, 'script', 'facebook-jssdk')); </script> <script src="https://apis.google.com/js/platform.js" async defer> {lang: 'pl'} </script> </body> <!-- if mobile end --> </html>