kultura bez tabu jest kwadratowym kołem
Blog > Komentarze do wpisu

Matka, córka i potwory

Lauren Beukes, Broken Monsters (2014)

Jestem dzisiaj miłą blogerką i w notce nie ma spojlerów. Za to jest króciutka.


Wiecie, że Lśniące dziewczyny Lauren Beukes wyszły w tym roku po polsku? To już wiecie i, jeśli macie ochotę, możecie wesprzeć rodzimy rynek wydawniczy. A ja tymczasem podzielę się z Wami wrażeniami po lekturze nowej powieści południowoafrykańskiej pisarki. W Broken Monsters dostajemy groteskowe zbrodnie, trudne relacje rodzinne i szkice z życia we współczesnej Ameryce.

Detektyw Gabriella Versado pracuje w policji w Detroit – “the number one Death-of-America pilgrimage destination” – i samotnie wychowuje nastoletnią córkę. Odkrycie makabrycznie okaleczonego ciała niedawno zaginionego chłopca – a mówimy tu o poziomie makabry, którego nie powstydziłby się fullerowski Hannibal – oznacza dla niej nadgodziny, przepychanki z mediami i miejscowymi władzami oraz walkę z czasem. Wszystko wskazuje na to, że pojawią się kolejne ofiary.

Beukes wraca do tematów, które pojawiały się w Lśniących dziewczynach. Po raz kolejny bardzo ważną rolę gra miasto – tutaj realizujące swój medialny obraz i mu zaprzeczające, gdzieś pomiędzy finansową i fizyczną ruiną, rozbuchaną sceną sztuki alternatywnej, a codziennym życiem zwykłych mieszkańców, którzy jakoś sobie radzą albo odchodzą i których nie zobaczymy w reportażach pełnych industrialnych ruin. Po raz kolejny pojawia się element fantastyczny, niewyjaśniony fenomen, będący katalizatorem wydarzeń. I po raz kolejny, niestety, powieść jest trochę przygnieciona ciężarem swoich ambicji.

Chicago w „Lśniących dziewczynach” zmieniało się, tak jak zmieniało się amerykańskie społeczeństwo na przestrzeni lat. Detroit w Broken Monsters jest rozprawką o życiu po upadku amerykańskiego snu. Upadku obfotografowanego i opisanego z każdej strony, rozmienionego na tweety, hashtagi i klikalność. Beukes bardzo dobrze „łapie” świat odbity w soczewce mediów społecznościowych. Cynizm Jonno, dziennikarza i blogera, który przyjechał do Detroit, żeby podnieść z ruin swoje życie i karierę, nie zrobi na nas takiego wrażenia, jak słowa Layli, wszędzie indziej po młodzieńczemu pryncypialnej i idealistycznej córki Gabrielli, która powie, że Szekspir dzisiaj nie miałby racji. To nie świat jest sceną, świat jest zaledwie miejscem prób przed wystąpieniem w sieci.

Broken Monsters to książka, której się nie czyta, a książka, którą się pochłania. Beukes jest precyzyjna w opisach i celna w obserwacjach, a w jej narracji, mimo ponurej tematyki, nie brakuje ciętego humoru. Jej bohaterki wpisują się w popularne archetypy – policjanta (tu: policjantki), którego praca odbija się negatywnie na życiu prywatnym i nastolatkę, która serce i głowę ma we właściwych miejscach, a i tak pakuje się w kłopoty – ale są na tyle dobrze napisane, że możemy im kibicować i współczuć.

Szkoda, że pewien nadmiar wątków i komentarzy sprawia, że niektóre tematy są niedokończone, podjęte i porzucone, a momentami powieść czyta się bardziej jak esej, niż jak fabułę. Broken Monsters przydałoby się albo wyrzucić z pięćdziesiąt stron albo kolejne sto dopisać – wtedy przybrałaby naprawdę pokaźne rozmiary, jak na letni kryminał z domieszką fantastyki i horroru, ale czytałabym, och, czytałabym.

niedziela, 07 września 2014, fabulitas

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/10/06 18:12:23
Dzięki za zachętę!
Napisz do mnie!