kultura bez tabu jest kwadratowym kołem
Blog > Komentarze do wpisu

Claire Randall i inne nieszczęścia

Jest prawdą powszechnie znaną, że krytykować jest łatwiej niż chwalić, a już na pewno, jak się jest z położonego nad Wisłą kraju męczydusz i bohaterów romantycznych.

Jest prawdą znaną na tym blogu i w jego okolicy, że staram się raczej pisać o tytułach interesujących i z tego czy innego powodu wartych uwagi.

Jest prawdą znaną zaprzyjaźnionym blogerom, że jakbym nie lubiła tej czy innej (o)powieści, z reguły bronię literatury eskapistycznej i nawet bohaterów zlepionych z autorskich marzeń.

Jest prawdą znaną garstce osób, z którymi zahaczyłam temat, że mało jest książek, których nie znosiłabym tak, jak „Obcej” Diany Gabaldon.

Spojlery poniżej

No i co? – zapytacie. No i dzisiaj będę krytykować z nieukrywaną przyjemnością książkę, której moim zdaniem należy unikać jak zarazy, i wykażę się zerowym zrozumieniem dla autorki i niewielkim dla jej zachwyconych czytelniczek. Stacja STARZ właśnie zaczęła emitować serial na podstawie „Obcej” i prędzej czy później, w takiej czy innej formie, trafi on pod nasze strzechy, i jeszcze może zachęcić jakąś nieszczęsną istotę do sięgnięcia po literacki pierwowzór. Jeśli uchronię kogokolwiek przed popełnieniem tego błędu, świat będzie odrobinę lepszym miejscem.

(Chociaż dalej miejscem, gdzie jeden gatunek uparł się wykończyć nie tylko wszystkie inne, ale i siebie w miarę możliwości, i gdzie wyrzuca się jedzenie, chociaż miliony żyją poniżej granicy ubóstwa, więc rozumiecie, to taka symboliczna odrobina.)

Zakładam, że jakaś miłośniczka twórczości Gabaldon może tutaj trafić (Google potrafi być wredny), więc zrobię na wstępie jeszcze jedno zastrzeżenie – zapraszam do podzielenia się swoim zdaniem, ale nie zamierzam się kłócić z fanami i nie będę odpowiadała na zaczepki. Bo mogę.

„Obca” jest historią wielkiej miłości Claire Randall, née Beauchamp, i Jamiego Frasera. Claire jest kobietą o nietypowym jak na swoje czasy wychowaniu, która podczas drugiej wojny światowej była pielęgniarką w szpitalu polowych, a po wojnie pojechała z mężem do Szkocji na drugi miesiąc miodowy i po kilku bardzo nudnych rozdziałach przeniosła się w czasie. Jamie jest osiemnastowiecznym szkockim góralem i erotyczno-romantyczną fantazją autorki.

Jest jeden typ bohatera, którego szczerze nie znoszę – to bohater, wokół którego zagina się rzeczywistość. Taki bohater może być klasyczną fanfikową merysójką, ale nie musi. Może być dobrze napisany, z prawdziwymi wadami i nie papierowym charakterem, tylko że na dłuższą metę nie ma to znaczenia, bo czego by nie robił, nie ponosi żadnych realnych konsekwencji (chociaż w analogicznej sytuacji każda inna postać je poniesie), a jeśli ustanowione w książce/filmie realia świata przedstawionego na coś nie pozwalają, cóż, tym gorzej dla realiów. Dodatkowo, jeśli moralność protagonisty nie pozwala na zrobienie czegoś, na co miałby ochotę, to świat się nagnie i go do tego „zmusi.”

I taką właśnie postacią jest Claire. Zabiłaś człowieka? Pierwszy napotkany duchowny cię rozgrzeszy, i tak nie ciążyło ci to specjalnie na sumieniu. Wyszłaś za mąż mając już męża? Osiemnastowieczny Kościół Katolicki jest bardzo wyrozumiały, oba małżeństwa są ważne i nie popełniłaś żadnego grzechu. Idziesz na brzeg jeziora nabrać wody? To Loch Ness i potwór właśnie w tym momencie postanowił się pokazać.

Poza tym Claire jest pisana schizofrenicznie. Autorka przedstawia nam ją jako osobę bardzo niezależną, wyzwoloną i świadomą swoich pragnień – przynajmniej tak Claire o sobie myśli i mówi. Claire była wychowywana przez ekscentrycznego wuja archeologa i spędziła dzieciństwo i lata nastoletnie w środowisku „nieodpowiednim” dla młodych panien, otrzymując nietypową dla ówczesnej dziewczyny edukację (po tym, jak jako pięciolatka odmówiła pójścia do szkoły z internatem, taką miała siłę charakteru). Podczas wojny, która wybuchła krótko po jej ślubie z młodym historykiem Frankiem, Claire została pielęgniarką w londyńskim szpitalu, a następnie służyła w szpitalu polowym we Francji.

Przy tym wszystkim Claire jest najbardziej konwencjonalną młodą kobietą, jaką możecie sobie wyobrazić. Kiedy rozmawiają mężczyźni, Claire jest niezainteresowana i jak najszybciej opuszcza ich towarzystwo dla towarzystwa innego kobiety w kuchni. Zaczyna zajmować się zielarstwem dlatego, że zasugerował jej to mąż. I niczego nie pragnie bardziej niż prawdziwego domu, którego symbolem jest porcelanowy wazon. A kiedy ląduje w osiemnastym wieku, oburza się na ówczesne obyczaje, po czym jakiś mężczyzna tłumaczy jej, dlaczego są one dobre i właściwe, i Claire te tłumaczenia przyjmuje, i już nigdy nie ma z danym problematycznym zachowaniem problemu. Także wiecie, bicie żony i czerpanie z tego seksualnej przyjemności jest spoko, bicie dzieci jest spoko, gwałt małżeński jest spoko, chęć zarządzania życiem (także seksualnym) i moralnością siostry, którą porzuciło się na pastwę losu, jest spoko i chcący zarządzać jest jak najbardziej w prawie…

Jamie to postać jeszcze bardziej schizofreniczna, bo łączy w sobie dwie sprzeczne fantazje. Z jednej strony Jamie jest dwudziestotrzyletnim prawiczkiem, której do tej pory kończył spotkania z kobietami na obściskiwaniu i jak było ciężko, to pomagał sobie ręką, bo go ojciec tak dobrze wychował. Wszystko, co wie o seksie, wie z obserwowania koni, którymi się opiekował (true story), i zwierzątek leśnych. Claire jest jego pierwszą kochanką i nauczycielką sztuki miłości. Mamy więc dziewiczego młodzieńca i doświadczoną kobietę, i wszystko byłoby pięknie i ładnie, gdyby nie to, że Jamie ma być z miejsca jednocześnie kochankiem, który doprowadza Claire do krzyczenia z rozkoszy i orgazmu za każdym razem, a do tego silnym i mądrym opiekunem, który słabą kobietę obroni i jeszcze wytłumaczy jej świat. Aż do momentu, kiedy na potrzeby narracji znowu jest młodym, niedoświadczonym nieledwie chłopcem… i a piać. Do tego nasz góral bez skazy i zmazy czerpie przyjemność z bicia Claire i uważa, że zmuszanie żony do seksu jest spoko. Claire, jak już przestaje być obolała, też zaczyna uważać, że to spoko, więc spoko. Wszystko spoko, jak ja nienawidzę tej książki.

Kiedy „Obca” została po raz pierwszy wydana w latach dziewięćdziesiątych, wydawca promował ją jako romans, nie fantasy, science fiction czy literaturę przygodową. Moim zdaniem wydawca miał rację, nie autorka, która upierała się, że jej książka powinna się znaleźć wśród „ogólnej” fikcji. Ale nawet jako harlequin „Obca” się nie sprawdza. Przyzwoity harlequin zamyka się w dwustu stronach, a powieść Gabaldon wlecze się przez prawie dziewięćset. I wlecze to najlepsze określenie.

Treści w tej książce jest właśnie może na dwieście stron, ale musimy przecież poznać wszystkie niesłychanie fascynujące przemyślenia Claire (jest narratorką), zamykające się w tym, że otaczają ją barbarzyńcy i prymitywy, czasy są barbarzyńskie i prymitywne, Jamie jest świetny w łóżku i tak go kocha, i takie ma dylematy moralne w związku z pozostawionym w dwudziestym wieku Frankiem, oczywiście, jak sobie o nim raz na ten ruski rok przypomni, Franka też oczywiście bardzo kocha, tak, właśnie tego Franka, którego myśli, pasje i zajęcia tak ostentacyjnie jej nie interesowały, kiedy miała go na miejscu. Kiedy nie jesteśmy raczeni rozważaniami naszej koszmarnej bohaterki, jesteśmy świadkami fascynujących rozmów pomiędzy postaciami. Kiedy ktoś celuje w ironię i sarkazm, czytelnik zgrzyta zębami, kiedy wyjaśnia nam swoje paskudne-ale-tak-naprawdę-honorowe-i-sprawiedliwe zachowanie, czytelnikowi przewraca się w żołądku, kiedy opowiada po raz trzeci tę samą tragiczną historię ze swojej przeszłości, dorzucając garść nowych szczegółów, czytelnik zaczyna płakać krwawymi łzami. W ogóle nie wiem, co autorka ma z tymi trójkami, ale każda opowieść wraca zazwyczaj właśnie tyle razy, bo nie można przecież niczego przekazać raz a dobrze.

A jako wisienkę na torcie dostajemy jeszcze pretendenta do roli najbardziej karykaturalnego antagonisty, kapitana dragonów Jacka Randalla, który jest złym jak sam diabeł przodkiem męża Claire, urodzonym sadystą i perwersyjnie zakochanym w Jamiem homoseksualistą, który mimo to napastuje przy pierwszym spotkaniu Claire (interweniuje niespodziewany Szkot) i próbuje zgwałcić siostrę Jamiego (ale mu nie staje, jak ta zaczyna się z niego naśmiewać). Kapitanowi Randallowi udaje się dopiąć swego, kiedy Jamie oddaje się w jego pożądliwe ręce w zamian za wolność Claire i dostajemy obrzydliwy i szczegółowy opis gwałtu. A potem równie obrzydliwy i szczegółowy opis „seksualnego leczenia” w wykonaniu Claire. Pomysł, żeby znarkotyzować ofiarę gwałtu i zmusić ją do seksu… Brak mi słów. Ugh.

Nie wiem, czy serial będzie dobry czy zły. Widziałam tylko pierwszy odcinek, który STARZ udostępniła w sieci, taka trochę pościelówa estetycznie, ale może się poprawi. Na nieszczęście narracja Claire (której porzucenie mogło być największą siłą serialu, bo Claire gada i gada, a niewiele ma do powiedzenia, a mądrego to już w ogóle) została. Trochę mi się słabo robi, jak widzę opinie, że „Obca” będzie feministycznym odpowiednikiem „Gry o tron” – kobieca bohaterka to trochę za mało, żeby tekst kultury uznać za feministyczny, no ale zobaczymy… W każdym razie, przesłanie, które mieliście wynieść z tej notki brzmi NIE CZYTAJCIE „OBCEJ.” TO ZŁA KSIĄŻKA I ZROBI WAM KRZYWDĘ.

niedziela, 17 sierpnia 2014, fabulitas

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/08/17 14:18:40
W którejś antologii było opowiadanie tej autorki, ale o lordzie Johnie i zombie. Czytało się sympatycznie, nawet się zastanawiałam, czy nie zabrać się za Obcą, tylko odstraszyła mnie ilość tomów.
-
2014/08/17 14:23:39
Mnie się w ogóle te spinoffy o lordzie Johnie czytało nienajgorzej, zwłaszcza pierwszy: inny gatunek, duuuużo krótsze, fabuła zdecydowanie kryminalna, w sumie - zupełnie fajna lektura.
-
2014/08/17 14:36:32
@Anna
O, myślę, że "Obca" mogłaby zyskać przez dodanie zombie. Może autorce służy krótka forma, bo w powieści niestety rozgaduje się niesamowicie i nie wie, kiedy przestać.

@Ninedin
Możliwe, ale już po tym jednym tomie mam wrażenie, że naczytałam się Gabaldon na wszystkie czasy, zwłaszcza że musiałam dla napisania tej notki wrócić do fragmentów.
-
2014/08/17 14:41:07
Chyba nie jestem świadomym czytelnikiem.
To znaczy nie uważam, żeby to, że bohaterka akceptuje jakieś zachowania, których ja nie akceptuję i których nie powinno się akceptować, miało od razu sprawić, że ja te zachowania zaakceptuję i że książka mi zaszkodzi.
Książki Gabaldon lubię jako czytadła, lubię grube książki, a język autorki/tłumaczki mi się podoba (serię Outlander czytałam po polsku, lorda Johna po angielsku). Nie będę jej bronić jak niepodległości, ale nie ma w niej, moim zdaniem, niczego szkodliwego. Nie jestem świadomym czytelnikiem ;)
Podoba mi się sposób, w jaki historia się zaczęła, podoba mi się, jak się rozwija. I czekam na kolejny tom, który po angielsku już się ukazał. Ale ciężki i drogi był, to sobie nie kupiłam.
A Ty, Ninedin, zamiast komentować, byś swój wpis napisała :D
-
2014/08/17 15:09:37
@Ela

Nie bardzo wiem, o co Ci chodzi z tą świadomością. "Obca" jest złą książką nie tylko dlatego, że próbuje przedstawiać w romantycznym świetle i usprawiedliwiać patologiczne zachowania - generalnie rozziew pomiędzy postrzeganą siłą bohaterek w narracjach romansowych a normalizowaniem m.in. zachowań przemocowych tamże to temat na ciekawą notkę, ale niekoniecznie dla mnie, bo nie siedzę dość głęboko w temacie. A pisząc, że "Obca" zrobi czytelnikowi krzywdę, miałam na myśli krzywdę bardziej ogólną z czytania złej literatury, od nudy i marnowania czasu począwszy, a niekoniecznie przeniesienie kiepskich wzorców z tego właśnie tytułu do swojego życia.
-
2014/08/17 15:20:55
Ze świadomością chodzi mi o to, że raczej rzadko kiedy książka mnie denerwuje. Chyba, że źle mi się ją czyta, a to nie jest ten przypadek.
Nigdzie nie widzę ogólnego "usprawiedliwiania patologicznych zachowań", może dlatego, że czytałam już dawno, acz zamierzam zmierzyć się z wersją angielską, bo tak ;)
Może dlatego, że mam za sobą pozostałe tomy i widzę, jak historia się rozwija i jak te zachowania widziane są w dalszych częściach. Nie wiem.
Czytanie nigdy nie jest dla mnie marnowaniem czasu, ja się nie nudziłam czytając te książki.
W życiu obejrzałam znacznie więcej złych filmów, niż przeczytałam złych książek. I jakoś nigdy tego nie żałowałam. Takim dziwnym stworem jestem.
-
2014/08/17 15:29:22
Tak to opisałaś, że chętnie bym na sobie przetestowała. To nie tak, że gonię za marną literaturą, ale czasem chce się przeczytać takie kurioza. Ostatnio miałam dużo "funu" przy 50 facjatach Greya, chwilami śmiałam się w głos.

Proza Gabaldon by mi krzywdy nie zrobiła - nie jestem typem na którego książki mają ewidentny wpływ. Mam swoje zdanie na pewne tematy, że książka którą opisujesz najpewniej mnie w nich utwierdzi.
-
2014/08/17 15:44:07
@Agna
Zazwyczaj, jak po czymś pojadę, ktoś nabiera chęci, żeby to przeczytać/obejrzeć. Nie takie są moje intencje!

"50 twarzy Greya" nie doczytałam do końca, jednak na takie książki trzeba mieć specyficzny nastrój.
-
2014/08/17 15:49:45
@Fabulitas

Możesz ostrzegać, podkreślać swoje intencje, ale nad reakcjami ludzi nie zapanujesz.
-
Gość: Abnieszka, 195.191.162.*
2014/08/17 15:58:19
Dlaczego nie przeczytałam tego kilka dni wcześniej? Jestem w połowie pierwszego tomu i przecież nie przerwę tak w połowie :( Serial sobie obejrzę, zwłaszcza, że muzyka i okoliczności przyrody bardzo ładne a i bohater przyjemny wizualnie.
-
2014/08/17 16:25:24
"Wszystko, co wie o seksie, wie z obserwowania koni, którymi się opiekował (true story)"

Już nigdy nie będę jadł w czasie czytania Twojego bloga. Gdyby nie udało mi się odkaszlnąć tej ości, miałabyś jednego czytelnika mniej.
-
Gość: Izka Pe, *.lomza.vectranet.pl
2014/08/17 18:48:33
Kiedy usłyszałam o serialu postanowił przeczytać książkę. Kilty, Szkoci i romans to w moim mniemaniu całkiem zacne połączenie. Dodatkowo wszędzie pojawiały się pochwały (właśnie te o feministycznej "Grze o tron"). Zaczęło się fajnie, kobieta przez zrządzenie losu wpada w objęcia przystojnego rudzielca o niebieskich oczach i stalowych mięśniach, pomykającym w kilcie. No, fajny harlequin, nie wiedziałam, że da się takie coś ciągnąć przez 600 stron. Okazało, że się nie da. Początkowo naprawdę przyjemnie mi się czytało, nie jak dobrą literaturę, ale jak romans przed zgaszeniem światła. Jednak gdzieś w jednej trzeciej zaczęłam odczuwać znużenie. Noc poślubna rozbawiła mnie niezmiernie. Gdy jednak doszło do sceny rodem z Greya byłam już na książkę mocno wkurzona. Kończyłam z bólem.

Co do serialu, to mam zamiar oglądać. Głównie dla widoczków, ale też z ciekawości, jak poradzą sobie ze wszystkimi wspomnianymi przez Ciebie wadami książki. Pierwszy odcinek porwał mnie w stopniu umiarkowanym. Potwierdzam, że pozostawienie pierwszoosobowej narracji to był duży błąd. Za to casting bardzo trafny :)
-
2014/08/17 19:37:40
@Misiael
Ościste jedzenie próbuje Cię zabić niezależnie od sytuacji, ale przepraszam.

@Iza
Muszę przyznać, że Caitriona Balfe doskonale gra znudzenie i ogólne niezaangażowanie, rzuciło mi się w oczy w pierwszym odcinku, że doskonale się nadaje na bohaterkę z częstym fochem. Chociaż Ty chyba miałaś na myśli wesołych okiltowanych panów ;)

A tak, noc poślubna była przezabawna, gdyby oni jeszcze tyle nie gadali...
-
Gość: Ancamnarvienn, *.com
2014/08/17 23:04:33
Jedną rzecz chciałabym sprostować - kapitan Randall jest owszem, karykaturalnym i sadystycznym, ale BIseksualistą, nie homoseksualistą - i jako postać modelowego Obowiązkowo Angielskiego Zboczeńca Napastującego Głównych Bohaterów (TM) zdaje się być zaczerpnięty prościutko z Rob Roya, a w każdym razie z filmowej jego adaptacji.
-
2014/08/18 07:51:14
@Ancamnarvienn
A jest to jakoś podparte w dalszych tomach? Bo sama Gabaldon unika określenia biseksualny (mówię tu o jej wypowiedziach, nie o powieściach) i omawia Randalla w opozycji do innych postaci homoseksualnych, ale jego orientację seksualną nazywa faktycznie nie homoseksualną, ale orientacją zboczeńca/sadysty (broniąc się przed zarzutami fanów, że napisała postać złego geja), czego nawet nie mam siły skomentować. W samej "Obcej" to raczej kwestia interpretacji - dla mnie tropem było to, że Randall uczucia romantyczne, jakkolwiek skrzywione, miał jedynie wobec Jamiego. Zresztą to, czy Randall jest homoseksualny czy biseksualny wydaje mi się drugorzędne wobec faktu, że Gabaldon nieładnie wpisała się kliszę depraved queer.
-
Gość: Impos, *.internetdsl.tpnet.pl
2014/08/18 10:20:16
Nie bardzo rozumiem po co komuś feministyczna wersja Gry o tron. Jakoś nie zauważyłam, żeby u Martina brakowało silnych postaci kobiecych.
A tak w ogóle to dzięki za wpis; już się miałam zabierać za czytanie tego dzieła, ale widzę, że raczej by mi nie przypadło do gustu...
-
2014/08/18 21:11:13
@Impos
Zawsze można chcieć więcej, lepiej, bardziej. I zarzuty są kierowane raczej pod adresem serialu, nie książek. Nie oglądam "Gry o tron" (no, ze dwa razy na sezon zdarza mi się zobaczyć odcinek), ale wiem, że w fani skarżyli się np. na przedstawienie postaci Catelyn Stark w serialu w opozycji do tego, jak jest przedstawiana w książce, czy wprowadzenie elementów przemocy seksualnej tam, gdzie u Martina jej nie było.
-
2014/08/19 13:47:57
Dobrego geja też napisała ;)
-
Gość: Świeczek, *.sky24.pl
2014/08/19 19:09:01
Zabrałam się za czytanie, zachęcona powyższą recenzją (logika to moje drugie imię). Potwierdzam. Książka jest zła. Tak zła, że aż śmieszna. Ale też wciągająca, dzięki czemu jestem już na drugim tomie.

A oglądanie GoT rzuciłam dokładnie w tym samym momencie i z grubsza tych samych przyczyn.
-
Gość: basahin, *.internetdsl.tpnet.pl
2014/08/20 12:08:44
A mnie fascynuje coś innego - poziom zachwytu i popularności książek przedstawiających abusive relantionships. Od najbardziej prymitywnych harlequinów, przez Twilight i 50 Twarzy, z Gabaldon gdzieś w trakcie, powtarza się (i sprzedaje!) schemat kontroli, przymuszenia, zarządzania życiem bezwolnej partnerki, a wszystko to z uczuciem wielkim i szlachetnym w tle, które usprawiedliwia każde zachowanie.

Po pierwsze, to piszą kobiety. Po drugie, kupują to kobiety. Fandom też jest kobiecy. Bardzo niepokojące jest obserwowane zwrócenie się fantazji romantycznej w stronę przemocowych związków - chętnie przeczytałabym jakąś porządną pracę na temat przyczyn, przebiegu i skutków.
-
Gość: , *.internetdsl.tpnet.pl
2014/08/20 13:28:18
@Fabulitas
Oczywiście można chcieć więcej. Więc jak się trafi jakaś dobra fantastyka z ciekawymi postaciami kobiecymi w rolach głównych, to będę wychwalać pod niebiosa. Na razie w większości książek, na które trafiłam, pojawiają się tylko postacie w stylu ukochana/matka/siostra bohatera. Ewentualnie w roli głównej występuje Mary Sue w otoczeniu adoratorów. Na tym tle Martin (w wersji papierowej) wypada korzystnie, co nie oznacza, że jest bez wad. Jednak lubię ten cykl, dlatego denerwuję się, kiedy jego kobiecą wersją zostaje nazwane (sądząc z kilku recenzji, które czytałam) romansidło z bohaterką, która niby jest wspaniała, ale w praktyce nie robi nic ciekawego.
Czasem krytykowanie daje więcej radości niż samo czytanie. Jak miałam więcej czasu, to pochłaniałam każdą książkę, która wpadła mi w ręce, ale ostatnio jakoś szkoda mi czasu. Tak więc cieszę się za każdym razem, kiedy uda mi się uniknąć kiepskiej literatury lub filmu...

@Basahin
Też bym z chęcią coś takiego przeczytała...
-
2014/08/29 09:38:29
@Basahin
I ja bym chętnie coś podobnego przeczytała, chociaż oczywiście mam swoje intuicje odnośnie tego, skąd się taki stan rzeczy bierze. Myślę, że jakby poszukać, jakieś publikacje na ten temat by się znalazły, ale za słabo siedzę w temacie, żeby móc rzucać tytułami.

@Idu252
O, ja też kiedyś czytałam, wszystko, jak leci. Teraz zrobiłam się wybredna, głównie przez to, że mam mniej czasu na czytanie. A co do fantastyki z dobrze napisanymi bohaterkami... hm, może mogłabym zrobić jakąś listę/wybór. Z rzeczy, o których pisałam na blogu w tym roku, ciekawe bohaterki miały "Girl with All the Gifts" i "Ancillary Justice," jeśli czytujesz po angielsku.
-
2015/01/22 22:05:48
Zgadzam się. Claire Randall to postać jak najbardziej hm... popaprana. Zresztą u Gabaldon denerwuje mnie ta poligamia: najpierw w "Obcej", a potem zdaje się w ostatniej części także. Claire lawiruje między jednym mężem a drugim, zawsze ma wymówkę - miłość i poświęcenie. Zresztą ta postać mnie denerwuje. Ilekroć mam sięgnąć po książkę odrzuca mnie, jeśli pomyślę o tej postaci.
Napisz do mnie!