kultura bez tabu jest kwadratowym kołem
Blog > Komentarze do wpisu

Wszystkie dary Pandory

The Girl with All the Gifts (2014), M.R.Carey

Wybaczcie pleonazm w tytule. Ekhm.

Zarzekam się, że nie lubię książek o zombie, ale muszę przyznać, że zombie radzą sobie o wiele lepiej niż, powiedzmy, wróżki. Trylogia Newsflesh, World War Z, seria White Trash Zombie, Warm Bodies (tej ostatniej książki nie czytałam, YA zombie romance to chyba za dużo dla mnie, ale WB ma zaskakująco dobre recenzje) – to wszystko są niezłe powieści nie tylko w „swoim” gatunku. A teraz dopisałabym do tej listy The Girl with All the Gifts M.R.Carey’a.

Dwadzieścia lat temu świat się zawalił. Grzyb Ophiocordyceps unilateralis, który do tej pory atakował brazylijskie mrówki (zombie-mrówki are a thing – można o nich przeczytać m.in. tutaj i tutaj), przeskoczył kilka stopni ewolucji i przerzucił się na ludzi. Pytanie, czy stało się to samoczynnie czy w czyimś laboratorium, nie trapi walczących o przetrwanie niedobitków. Znalezienie lekarstwa – owszem. W bazie wojskowej, odseparowanej od ostatniego bastionu ludzkości w Wielkiej Brytanii i podlegającej ścisłym protokołom bezpieczeństwa, trwają eksperymenty…

Chociaż The Girl with All the Gifts przygląda się konsekwencjom zombifikacji w szerokiej skali, to przyjmuje zaskakująco kameralną perspektywę. Przeszłe i rozgrywające się wydarzenia poznajemy z punktu widzenia zaledwie garstki postaci – dziecka, nauczycielki, badaczki, dowódcy wojskowego i młodego żołnierza, a każde z nich zaplątane jest we własnych małych dramatach. Nie będę pisała więcej, żeby nie psuć Wam zabawy przy czytaniu. Dodam tylko, że chociaż na początku bohaterowie wydają się dość sztampowi, to Careyowi udało się poprowadzić ich tak, że zaczynamy przejmować się ich losami, nawet jeśli bywają antypatyczni, tchórzliwi i uparci jak osły.

The Girl with All the Gifts łączy w sobie thriller medyczny, horror i opowieść o dorastaniu i więziach międzyludzkich – dla każdego coś miłego. Znajdziemy w niej i krwawą jatkę, i szczegółowe opisy procedur medycznych (zdecydowanie gorsze niż krwawa jatka, oczywiście), i naukowe spekulacje, i postapokaliptyczne krajobrazy, i chwytające za serce momenty.

Carey od lat robi w komiksach (Lucifer, Hellblazer, X-Men) i odrobinę to widać w powieści. Z jednej strony bardzo sprawnie potrafi poprowadzić fabułę, nie utyka na mało istotnych szczegółach i pewnie kreśli zarówno postacie, jak i otaczający je świat. Lektura, jak już się wciągniemy, to czysta przyjemność. Z drugiej chwilami łapałam się na myśli, że książka zyskałaby, gdyby autor pozwolił sobie na użycie bardziej emocjonalnego, bogatszego języka. To może być tylko moje odczucie i w żadnym razie nie wpływa ono na ogólną ocenę książki, ale jednak. Sucha narracja momentami sprawdza się świetnie, a momentami… nie do końca.

Zarwałam przy The Girl with All the Gifts jedną nockę, bo pod koniec po prostu musiałam wiedzieć, jak się to wszystko skończy, niech to będzie cała rekomendacja. I zaczynam się łamać – może jednak powinnam dać drugą szansę zombie z In the Flesh?

czwartek, 10 lipca 2014, fabulitas
Tagi: książka

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/07/10 13:42:59
Ty nie pytaj, ty idź oglądaj.
-
2014/07/10 14:51:30
Carey to by w końcu Castora dokończył. Myśli że jek zmianił imię w inicjał to go nie poznają, czy co?
-
2014/07/10 16:40:22
Widziałam tę książkę na Goodreads, a zupełnie nie skojarzyłam, że autorem jest ten gość do Castora ;). Ale opis i wszystkie recenzje tak zachwalają, że pewnie w końcu przeczytam, choć zombie nie lubię. Bardzo.
-
2014/07/10 16:50:58
@Spriganna
Jeśli większe grupy fanów domagały się od niego dokończenia serii, to to właśnie mógł być jego sprytny plan.

@Anna
Na goodreads Carey ma dwa profile pisarskie, więc można się nie zorientować.
Napisz do mnie!