kultura bez tabu jest kwadratowym kołem
Blog > Komentarze do wpisu

Kirby, Alice, Willie

Lauren Beukes „The Shining Girls” (2013)


W rozmowie o “The Fall” – niedawno wyemitowanym miniserialu kryminalnym BBC z Gillian Anderson w roli bezkompromisowej pani inspektor (zajrzyjcie po notkę do Noidy) – znajoma poskarżyła mi się, że po raz kolejny zbyt wiele uwagi poświęca się zabójcy. Scenarzyści pieszczą się z jego przeszłością, frustracjami czy życiem rodzinnym, kontekstualizują i wyjaśniają zbrodnie, podczas gdy zabijane kobiety sprowadzane są do roli ofiary, tylko i wyłącznie, i pojawiają się w jednej-dwóch scenach, żeby w końcu zostać nazwiskiem i zdjęciem na policyjnej tablicy. To nie w porządku, żeby morderca był główną postacią, bohaterem historii.

Z podobnego założenia wyszła Lauren Beukes, autorka „Zoo City,” w swojej nowej powieści. „The Shining Girls” jest historią o podróżującym w czasie seryjnym mordercy i tytułowych dziewczynach, które miały nieszczęście go spotkać – w tym o Kirby Mazarachi, jedynej ocalałej, która postanawia sama wyjaśnić zagadkę swojego „morderstwa.” Mam nadzieję, że nie odstraszy Was taki zarys fabuły, bo, jak rozumiem, hasło „podróżujący w czasie seryjny morderca” nie u wszystkich wywołuje podobną reakcję, jak u mnie („hm, tak, interesujące”).

The Shining Girls” są bardzo wciągające. Na początku chcemy się zorientować, czego właściwie jesteśmy świadkami, później chcemy dowiedzieć się, jak się dzieje to, co się dzieje, ale im dalej w książkę, tym bardziej obchodzi nas jedno – żeby Kirby znalazła sprawiedliwość. Dla siebie i wszystkich innych kobiet – Alice, Zory, Willie, Margot, Catherine, Jin-Sook, Jeanette, a nawet Etty. Krótkie rozdziały oraz przeskoki w czasie (akcja rozgrywa się w Chicago – drugim obok jaśniejących dziewczyn bohaterze powieści – na przestrzeni lat pomiędzy Wielkim Kryzysem a początkiem lat dziewięćdziesiątych i zdecydowanie powinniśmy zapomnieć o chronologii podczas lektury) i pomiędzy perspektywami różnych postaci przydają narracji dynamiki.

Beukes postawiła na brutalny realizm, nic nie zostaje nam oszczędzone, a dodatkowym ciosem w czytelniczy splot słoneczny jest to, że po poznaniu kolejnej interesującej dziewczyny, jej marzeń, problemów, ambicji i planów (autorka powiedziała w którymś wywiadzie, że mogłaby napisać osobną książkę o każdej ze swoich bohaterek – i mogłaby), zostajemy świadkami jej śmierci, świadkami zmuszonymi patrzeć na nadchodzący koniec jej oczami. Ten zdecydowanie udany zabieg – szkicowanie bohaterek jeśli jeszcze nie pełnokrwistych, to z ogromnym potencjałem, i przyjmowanie perspektywy ofiary w scenach przemocy – przewraca do góry nogami typowy schemat z kryminałów, gdzie ofiara jest niewiele więcej niż pretekstem, który umożliwia pisarzowi czy pisarce grzebanie w bebechach człowieczeństwa, stawianie diagnoz o stanie społeczności i państwa albo po prostu pokazanie wrażliwości i determinacji bohatera.

Tymczasem na antagoniście Beukes dokonuje zabiegu odwrotnego. Harper Curtis jest nikim. Ot, jednym z wielu mężczyzn, których wojna wypluła z powrotem i których Wielki Kryzys wyrzucił na ulicę. Bezrefleksyjne używa siły i sprytu, brak empatii i skłonność do okrucieństwa przejawiał od młodego wieku, nie ma w nim żadnej tajemnicy, żadna intrygująca myśl nie kołacze się po jego głowie, jest brudnym pępkiem swojego brzydkiego świata. I dlatego, po pewnym czasie, rozdziały, w których narracja przyjmuje perspektywę Harpera, stają się coraz cięższe i nudniejsze do czytania. I tak, jak jestem pod wrażeniem takiej kreacji mordercy – zarówno ze względu na jej konsekwencję, jak cel i wymowę – to jednak trochę odbija się ona książce czkawką.

Nie jest to jedyny zarzut, jak mogłabym podnieść wobec „The Shining Girls,” ale nie chcę tutaj wchodzić w szczegóły fabularne dotyczące zaskakującego potraktowania niektórych postaci i nieco konfundującego zakończenia (wiem, co autorka chciała tu zrobić, ale chyba nie do końca się udało), a koniec końców i tak chciałabym tę powieść polecić. „The Shining Girls” zbiera gorsze recenzje od wielu słabszych powieści tego lata, bo bardzo wiele obiecuje i nie ze wszystkiego potrafi się wywiązać, ale i tak zanurzenie się w zmieniającą się na przestrzeni lat obyczajowość dwudziestowiecznej Ameryki i towarzyszenie zaciętej Kirby w jej podróży do odzyskania normalności jest warte kilku godzin naszej uwagi.

czwartek, 22 sierpnia 2013, fabulitas

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2013/08/22 12:36:40
Ryzykując, że palnę kompletną bzdurę: brzmi odrobinkę jak sto milionów razy ciekawsza wariacja na temat nieco podobny jak w "The Lovely Bones", minus landrynkowe niebo. Chyba przeczytam.
-
2013/08/22 13:21:15
Żeby zweryfikować, musisz przeczytać The Shining Girls - ja nigdy The Lovely Bones nie wzięłam do ręki, bo tak mi jakoś wiało od nich sentymentalizmem.
-
Gość: Paulina Godl, *.netservis.com.pl
2013/08/22 13:53:29
Wiesz co, zaczęłam się teraz zastanawiać, dlaczego właściwie w większości kryminałów jest z postacią zabójcy i ofiary tak, jak piszesz w 1-szym paragrafie i wydaje mi się, że odwrócenie tej proporcji może sprawić, że treść jest za bardzo przybijająca emocjonalnie, nawet dla nieszczególnie wrażliwego widza/czytelnika.

Keep calm & write on ;)

Pozdrawiam!
-
2013/08/22 21:35:42
Zastanawałam się nad tym nie raz, czemu ta ofiara właściwie jest nieważna w kryminale i doszłam do wniosku, że to po to, żeby nad każdym życiem nie trzeba było płakać godzinami po przeczytaniu.
W jakimś sensie The Killing (pierwsze dwa sezony) jest o ofierze w znacznie bardziej niż o mordercy i jest to jeden z najbardziej przygnębiających seriali, jakie w życiu widziałam.
The Fall trzeba przyznać przynajmniej jedno - twórcy się postarali, żeby morderca był najbardziej obrzydliwym typkiem pod słońcem, nie wzbudzającym nawet krzty współczucia.
A po The Shining Girls chyba nie sięgnę, właśnie dlatego, że ciężko byłoby mi to chyba znieść.
-
2013/08/23 08:10:40
@Paulina
O to to, w końcu kryminały mają być literaturą rozrywkową, mimo społecznikowskich aspiracji części autorów, a odwrócenie perspektywy jest... mało zabawne. Dodatkowym kamyczkiem w tym ogródku jest też pewnie obsesja współczesnej popkultury na punkcie złego.

@Noida
Ja przy The Fall ciągle się zastanawiałam, dlaczego pierwszy z brzegu policjant patrolujący ulice nie zatrzyma antagonisty - przecież on cały czas zachowuje się, jakby zrobił coś okropnego.
The Shining Girls jest i okropne i w pewien sposób satysfakcjonujące, no ale nie będę Cię namawiała.
-
2013/09/10 09:48:13
Color me intrigued. Na książkę z pewnością będę polować.
Napisz do mnie!