kultura bez tabu jest kwadratowym kołem
Blog > Komentarze do wpisu

Books of the Raksura

„The Cloud Roads” (2011), „The Serpent Sea” (2012), „The Siren Depths” (2012) Martha Wells

Notka bez spojlerów – i żałujcie, bo byłyby smakowite.


Stałe miejsce na mojej nieoficjalnej* liście ulubionych powieści science fiction zajmuje „Przybysz” C.J.Cherryh. Jest to sprawnie napisana historia pierwszego kontaktu (dziejąca się na dobrą sprawę dwieście lat po pierwszym kontakcie, ale uwierzcie, to tutaj bez znaczenia) – a tych nigdy mi nie dość, łykam jak gęś w każdej postaci**, od oldschoolowych „Słuchaczy” Jamesa E. Gunna, po „Ślepowidzenie” Petera Wattsa – zawierająca w dodatku elementy, których obecność cieszy mnie zawsze. Narrację z punktu widzenia bohatera, któremu brakuje kompetencji, żeby zrozumieć i wyjaśnić to, co się wokół niego dzieje, chociaż bardzo się stara, spójny i szczegółowy opis obcego gatunku i jego kultury, i problemów z ich zrozumieniem i opisaniem w naszych kategoriach (a Atevi z „Przybysza” nie są nawet tak bardzo różni od nas), realistyczną politykę i knucie zamiast ratowania świata. Mniam.

I teraz Bren z „Przybysza”, przyszedł mi do głowy, kiedy zastanawiałam się, do kogo można by porównać Moona i do czego trylogię o Raksura Marthy Wells, której Moon jest głównym bohaterem. Różnice między tymi dwoma seriami są dosyć oczywiste. Książki Cherryh to science fiction, Wells – high fantasy. Bren jest ambasadorem ludzi wśród Atevi, z którymi rozbitkowie ze statku kosmicznego dzielą planetę. Próbuje zrozumieć obcy gatunek, prowadzić politykę swojego rządu i nie zginąć. Dla Moona „obcy”, do których trafia, to jego własny gatunek, z którym nie miał nic wspólnego, od kiedy został osierocony we wczesnym dzieciństwie. Bren opuszcza „swoich” i próbuje przystosować się do życia i nawiązać osobiste relacje w zupełnie odmiennym społeczeństwie. Moon nigdy nie przynależał – najpierw był obcym, udającym swojego wśród różnych gatunków myślących istot naziemnych*** ze zmiennym powodzeniem, potem okazuje się obcym dla swoich. Jego pierwszym odruchem, kiedy coś idzie nie tak (a wszystko idzie nie tak, zupełnie jak w „Przybyszu”), jest zwinąć manatki i zacząć od nowa gdzie indziej. Piszę o różnicach, ale chyba łatwo zobaczyć tutaj analogie?

Raksura, gatunek Moona, widzimy jego oczami – i nie spotykamy się bynajmniej z sytuacją, kiedy dla bohatera wszystko magicznie nabiera sensu, bo z miejsca zaczyna rozumieć swoją naturę. Wręcz przeciwnie, Moon musi pytać się o najprostsze rzeczy i z jednej strony chciałby wreszcie pasować i przynależeć, a z drugiej ma świadomość, że nigdy nie będzie taki, jak Raksura wychowany w kolonii i że nie może i nie chce nagiąć się tak, że przestałby być sobą. „Obcość” Moona utrudnia mu zadomowienie się w nowym, docelowo „swojskim” kontekście, ale bywa też atutem - wcześniejsze doświadczenia i odmienny sposób widzenia rzeczywistości nie pomogą mu odnaleźć się w skonfliktowanej kolonii, ale za to będą bezcenne, kiedy Raksura przyjdzie zewrzeć szeregi i zmierzyć się z zewnętrznym zagrożeniem. Doskonałą decyzją Wells było uczynienie Moona dorosłym mężczyzną, który swoje przeżył i ma ukształtowany charakter, a nie nastolatkiem.

Nie będę tutaj opisywała, kim są Raksura i jakie zasady rządzą ich społecznościami – w tego typu książkach (antropologicznym fantasy – jak określa się czasem książki Cherryh, moim zdaniem całkiem trafnie, yay dla antropologii!) duża część przyjemności to poznawanie tych informacji i tworzenie sobie obrazu Raksura równocześnie z bohaterem. Napiszę tylko, że autorka włożyła w ich kreację dużo pracy i efekty są bardzo satysfakcjonujące. Podobnie rzecz ma się z zamieszkiwanym przez Raksura ginącym światem, pełnym odwiecznych i nowych niebezpieczeństw, ruin po upadłych wielkich cywilizacjach i niezrozumiałej starej magii, który dzielą z wieloma innymi inteligentnymi lądowymi, powietrznymi i podwodnymi gatunkami.

Trylogia, którą rozpoczęły w ubiegłym roku „The Cloud Roads”, a już w tym, kończą wydane zaledwie pod koniec listopada „The Siren Depths” dosyć niespodziewanie stała się moim ulubionym tytułem z półki z fantastyką w tym roku – jak się okazuje, wystarczyło, że ma dające się lubić, bardzo żywe**** i wielowymiarowe postacie, odrobinę humoru, ciekawie skonstruowany świat, fabułę podzieloną w dobrych proporcjach pomiędzy osobiste perypetie i napisaną z rozmachem przygodę, żeby była bardzo odświeżającą propozycją po niekończącej się paradzie anty-bohaterów, po tych wszystkich paranormal romances i młodzieżowych dystopiach wydawanych obecnie na fali popularności „Hunger Games” Suzanne Collins. Nie są to może wybitne książki, które zmienią patrzenie na literaturę fantasy, ale jest to pierwszorzędna rozrywka, która utrzymała moje zainteresowanie przez w sumie dziewięćset stron i te sześć dni, które zajęło mi przeczytanie wszystkich trzech tomów. A pomyśleć, że podchodziłam do "The Cloud Roads" bez oczekiwań, ba, nawet z lekką rezerwą po przeczytaniu opisu z okładki.

 

 

*jakby była oficjalna, musiałabym ją ułożyć, więc.

** nie macie pojęcia, ile ja złych książek przez to przeczytałam, cóż, coś za coś

*** groundlings, ech, języku polski

**** chciałam napisać ludzkie, ale przecież nie

niedziela, 09 grudnia 2012, fabulitas

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/12/09 19:51:12
Mnie się swego czasu szalenie podobała jej "Śmierć nekromanty", potem przeczytałam jeszcze jedną z cyklu o Ile-Rien i nic więcej, a tu, proszę, taka zachęta.
-
Gość: harpijka, *.acn.waw.pl
2012/12/09 20:00:04
Właśnie, 'Śmierć nekromanty' itd.! Dzięki za ciekawą recenzję i przypomnienie, że żywiłam kiedyś do tej autorki dużo sympatii, warto by do mniej wrócić, jak widać.
-
Gość: harpijka, *.acn.waw.pl
2012/12/09 20:02:07
A czy ktoś czytał jej nowelizacje (czy to w ogóle 'po polsku' czy 'po polskiemu'?) Stargate Atlantis?
-
2012/12/10 08:54:46
Hm, ja nie, nowelizacji zasadniczo nie czytuję.
-
2012/12/19 09:39:25
Najbardziej kusząco wygląda Weatherlight na okładce - jakiś tydzień nostalgii czy co.
Napisz do mnie!