kultura bez tabu jest kwadratowym kołem
Blog > Komentarze do wpisu

Porozmawiajmy o Cecilu

The Stranger's Child, Alan Hollinghurst (2011, wyd. polskie wrzesień 2012)

Na niespełna rok przed wybuchem pierwszej wojny światowej młody dziedzic i poeta Cecil Valance odwiedza uniwesyteckiego kolegę George'a Sawle'a w jego rodzinnym domu, Dwóch Akrach. Reszta jest – historią, życiem, poezją, milczeniem, tekstem, zbiegiem okoliczności, pamięcią, plotką, plikiem pożółkłych papierów, skandalem, opowieścią, ciekawostką, zapominaniem...

Z miejsca napiszę, że The Stranger’s Child to jedna z najlepszych powieści wydanych w zeszłym roku i uznaniem krytyków cieszy się w pełni zasłużenie. Tak, żeby nie było wątpliwości. Może to jeszcze powtórzę na końcu notki, przecież ważne rzeczy dwa razy. Żadnych szczegółów fabuły nie zdradzę - bo też do niewątpliwych walorów tej książki należą właśnie różne fabularne niespodzianki, rodzynki na zaledwie kilka akapitów i przepyszne drobiazgi - więc jeśli potrzebujecie więcej przekonywania niż tylko moje słowo, czytajcie śmiało dalej.

Hollinghurst, którego na zachód od Odry znajdziemy przede wszystkim na półkach z literaturą queer (przede wszystkim, bo także po prostu wśród literatury współczesnej i wśród bestsellerów, czego to nie robi nagroda Bookera – tę Hollinghurst dostał w 2004 roku za Linię piękna, również polecam), tym razem opuścił swoje zwykłe tematyczne poletko, chociaż kwestie seksu i seksualności wciąż grają u niego prominentną rolę, a przez karty powieści, między innymi subtelnie rekonstruującej stosunki klasowe, przewija się wątek traktowania i mówienia (przez społeczeństwo, przez prawo i przez samych najbardziej zainteresowanych) o homoseksualizmie w Anglii pomiędzy rokiem 1913 a 2008.

W The Stranger’s Child nie znajdziemy obrazowych i szczegółowych scen erotycznych (do tej pory poniekąd znaku firmowego angielskiego pisarza). To nie znaczy, że scen erotycznych nie ma w ogóle, ale te, które są, mają raczej kształt sugestii, zarysu, fragmentu alkowy, którą czytelnik-voyeur widzi przez dziurkę od klucza. Kwestie tego, co odsłonięte i zasłonięte, co ukryte, a co wiadome, co jest fantazją pyszałkowatego biografa, a co niespodziewaną prawdą, grają w książce, obok losów Cecila, rolę pierwszoplanową.

Czytelnik czasami wie więcej niż niektóre postacie, ale często jest pozostawiony własnym domysłom, bezradny wobec kłamstw, półprawd i plotek – niektóre drzwi (jak drzwi pamięci Daphne Sawle) są dla niego na zawsze zamknięte (a zgnieciony świstek papieru perfidnie blokuje widok przez dziurkę od klucza), na niektóre pytania nigdy nie dostanie odpowiedzi (co zaszło w Londynie?), w niektóre miejsca zawsze dotrze w towarzystwie bohaterów The Stranger's Child kilka chwil za późno (i zamiast odkrycia, zamiast cennego zapisu przeszłości, zastanie popiół i żar, rozwiewane powoli na cztery strony świata).

Przez powieść przewija się cała plejada bohaterów, w różnym wieku, z różnych czasów (jak się okazuje, w tych stu latach mieści się niejedna epoka) i z różnych miejsc na drabinie społecznej, ale na pierwszy plan wysuwają się Paul Bryant, ambitny pracownik banku i nie tylko, ale o tym sza, oraz Daphne Sawle, siostra George'a, którą poznajemy jako trzpiotowatą, czytującą wiersze panienkę na progu dorosłości i którą pożegnamy jako leciwą staruszkę. Daphne, dziewczyna, a następnie kobieta, jakich wiele, z jednej strony dopasowująca się do panujących konwenansów społecznych, z drugiej wytrwale szukająca własnego szczęścia i w jego imię gotowa owe konwenanse łamać, z równym przydziałem wad i zalet, jest postacią świetnie skonstruowaną i bardzo wiarygodną, co warte wspomnienia, bo to pierwszy raz, kiedy Hollinghurst zrobił kobietę główną bohaterką swojej książki.

Początek powieści – wizyta pełnego joie de vivre poety w Two Acres – bardzo mocno sprawia wrażenie czegoś, co już czytaliśmy, ba, potrafimy wręcz powiedzieć, co wydarzy się dalej. Dlaczego? Bo jest finezyjnym pastiszem historii obyczajowej powstałej lub umieszczonej w epoce edwardiańskiej. W The Stranger’s Child jest więcej podobnych literackich smaczków – pojawiają się echa Brideshead Revisited, sama historia Cecila i jego skromnej spuścizny oparta jest w zarysie na losach Ruperta Brooke’a, tytuł został zaczerpnięty z elegii Tennysona, a fikcyjni bohaterowie obracają się w tak zwanym towarzystwie, więc chociaż postacie historyczne nie pojawiają się na kartach powieści we własnej osobie, to nie brakuje o nich wzmianek (jak Strachey i Holroyd, blink and you’ll miss them, a są ważnym punktem odniesienia dla większej części fabuły).

The Stranger's Child jest książką o literaturze i o historii, o tym, jak zdobywamy i tracimy wiedzę o nich, o tym, jak zmieniają się, przyjmując coraz to inne kształty, zależnie od tego kto i skąd na nie spogląda. Tyczy się to także czytelnika. Ja roześmiałam się w głos, kiedy Daphne rozmyślała o miejscu Cecila w jej życiu, bo przypomniała mi się Fanny Brawne pisząca do Charlesa Browna „I should be glad if you could disprove I was a very poor judge of character ten years ago and probably overrated every good quality he had” o Keatsie. U kogo innego książka przywoła inne skojarzenia, innymi momentami przyciągnie lub odrzuci i w efekcie inne będzie całe doświadczenie czytelnicze. The Stranger's Child to także powieść bardzo elegancka, doskonała literacko, więc jeśli nie dla czegokolwiek innego, można ją czytać dla samej urody zdań (za przekład polski, jak zwykle, poręczyć nie mogę).

niedziela, 28 października 2012, fabulitas

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/10/28 15:31:27
Polskiego przekłada sflekował Dehnel.
-
2012/10/28 20:13:16
Patrząc po przykładach, wcale się nie dziwię, chociaż i tak żal, bo przecież był czas, żeby rzecz przełożyć przyzwoicie. I tak to polscy czytelnicy niby poznają Hollinghursta, a wcale nie poznają.
-
2012/10/29 01:42:02
Po twojej recenzji i linku do wywodu Dehnela o tłumaczeniu kupiłam sobie książkę na Amazon bo rzeczywiście zapowiada się wspaniała lektura ale chyba obowiązkowa (a nawet na pewno obowiązkowa) ale jednak nie polskojęzyczna. Szkoda bo akurat taką książkę chciałabym przeczytać w dobrym tłumaczeniu. Kurczę nienawidzę kiedy tłumacz niszczy dobry tekst.
-
2012/10/29 14:51:32
Ja coraz więcej i więcej czytam w oryginale, o ile tylko jest w znanym mi języku (a przy czytaniu tłumaczeń z nieznanego bywa, że potykam się na jakimś zdaniu i zastanawiam, czy nie dobrze byłoby nauczyć się kolejnego). Główne do tego powody mam dwa. Po pierwsze, bardzo często chcę przeczytać książkę, która u nas wyjdzie z poślizgiem albo w ogóle na święty Nigdy, a że kupienie nowego tytułu to kwestia kilku kliknięć a i koszt porównywalny.... - tak było z The Stranger's Child, które przeczytałam jakoś rok temu i polskie wydanie piętrzące się na stołach w Trafficu tylko mnie zdopingowało do dokończenia odkładanej w nieskończoność notki. Po drugie, szkoda mi tego, co ginie w tłumaczeniu (a Polska przekładami nie stoi) - w przypadku jakiegoś sympatycznego kryminalnego tasiemca to jeszcze pal licho, nie dla urody języka je czytam, ale już takiego Hollinghursta...

A tak w ogóle, Zwierzu, to dużo przyjemności z czytania życzę :)
-
2012/11/01 23:16:10
Ja ci będę dozgonnie wdzięczna za polecenie tej powieści.
Recenzja mi się bardzo podobała i generalnie zgadzam się z Twoimi wnioskami; nie mam co prawda, jak ty, kontekstu innych tekstów autora, ale ten zrobił na mnie wielkie wrażenie (czytałam in English); ale więcej nie będę gadać, bo szykuję swoją własną, jak się tylko wygrzebię z myślenia, JAK powiedzieć to, co mi do głowy przychodzi.
-
2012/11/02 00:17:54
I ja jestem bardzo wdzięczna za piękną recenzję, która ostatecznie mnie przekonała. Zastanawiam się tylko nad formą, bo na razie wychodzi mi na to, że najtaniej jest w Polsce kupić wersję angielską w paperbacku :D To chyba będzie ostateczny test na to, czy naprawdę naprawdę polubiłam książki elektroniczne, czy tylko sobie wmówiłam :)
-
2012/11/02 08:31:59
@ninedin

To ja czekam :)

@escott
Ja jestem zdeklarowaną ebookowiczką, ale ponieważ niektóre rzeczy chciałabym mieć na półce (albo nie ma ich w ebooku, albo są w absurdalnie drogim ebooku) to korzystam z bookdepository.co.uk - dużo obniżek, ceny przystępne, a przesyłka za darmo.
-
2012/11/02 10:16:38
To jest zresztą w amazon.uk. niedrogie, ja płaciłam jakieś 4 funty niecałe za paperback (a i tak kupowałam III sezon Misfits i jakieś tam filmy-prezenty, więc dopchałam do 25 funtów w sumie, czyli do przesyłki za darmo).
-
2012/11/03 00:39:02
Też lubię bookdepository, ale w tym wypadku najtańsza opcja, to jest kupić w polskiej księgarni wersję angielską na papierze (z odbiorem własnym), serio. To taki materialistyczny offtopic i przepraszam, bo Twój tekst zasługuje na ciekawsze komentarze (może nastąpią, jak przeczytam :)), ale naprawdę, serio i really, czemu książka papierowa sprowadzona z Anglii jest w Polsce tańsza niż polska książka papierowa i dowolna wersja ebooka? Beats me.
-
2012/11/04 08:24:54
@escott
Akurat w moim budżecie domowym książki zajmują taką pozycję, że rozmowy o ich kupowianiu, gdzie i za ile, prowadzę często-gęsto i chętnie.

A wracając do rzeczy (offtopicznej), trzebaby potrząsnąć kimś, kto zna od wewnątrz polski rynek książki, żeby uzyskać odpowiedź na Twoje pytanie. No i, z mojej perspektywy, książka staje się nad Wisłą towarem luksusowym, podczas gdy w takim UK mamy hardbacki książek dobrych, znanych autorów, bestsellerów etc., ale wszystko, ale to wszystko, ma wydany w przystępnej cenie paperback (a hity - i po kilka), który nie ukrzywdzi portfela zwykłego zjadacza chleba. Nie muszę Ci pisać, że u nas tani paperback to kieszonkowe wydania Agathy Christie i Dziennika Bridget Jones.
Napisz do mnie!