kultura bez tabu jest kwadratowym kołem
Blog > Komentarze do wpisu

Do not go in the Woods

Dzisiaj będzie o dwóch książkach. Nieintencjonalny cykl okołobaśniowy kontynuują „Among Others” Jo Walton (2011) i „Some Kind of Fairy Tale” Graham Joyce (2012), w których spotkamy nastoletnie dziewczęta i wróżki. Chociaż z tymi wróżkami to nie jest tak do końca pewne.

*

„Among Others” nie jest książką o wróżkach. Jest o dorastaniu, przeżywaniu żałoby i godzeniu się ze stratą, o układaniu sobie życia na nowo, o przyjaźniach i pierwszej miłości. „Some Kind of Fairy Tale” też nie jest książką o wróżkach. Jest o dorastaniu, o życiowych wyborach, po trosze o konfrontacji z młodzieńczymi ideałami, o przeżywaniu żałoby i godzeniu się ze stratą, o przyjaźni i pierwszej miłości, o drugich szansach. I, wbrew pozorom, poza nieuchwytnymi wróżkami, bardzo niewiele obie te książki łączy.

„Among Others” zdobyła w tym roku Nebulę i Hugo, ku mojemu zdumieniu, bo nie dość, że uważam, że jest najwyżej średnia, to jeszcze w ogóle wahałabym się przed postawieniem jej na półce z fantastyką. (Może te wyróżnienia mają coś wspólnego, ze słabością, którą przejawia cześć fandomu wobec książek, które mogą "przejść" wśród tytułów mainstreamowych, ale nie jestem przekonana. Bardziej prawdopodobne, że jest to powieść, która musi czytelnika oczarować, a mnie jej czar przeleciał nad głową.)

Jest rok 1979. Mor, główna bohaterka, przy pomocy wróżek uratowała świat przed swoją matką-czarownicą, tracąc jednocześnie siostrę bliźniaczkę i sama lądując w szpitalu. Mor, główna bohaterka, straciła siostrę bliźniaczkę w wypadku samochodowym i uciekła od toksycznej matki, a teraz przepracowuje traumy wiarą w świat wróżek ze swoich dziecięcych zabaw. Która wersja jest prawdziwa, możemy zdecydować sami, bo z tekstu się tego nie dowiemy (możemy się też zdać na Word of God, ale co to za zabawa) – jeśli mamy ochotę, bo ja stwierdziłam, że nic a nic mnie to nie obchodzi po mniej więcej trzydziestu stronach i cały suspens diabli wzięli.

Jeśli odstawimy na bok wróżki i mechanikę magii w świecie przedstawionym, zostajemy z pamiętnikiem walijskiej dziewczyny, która dochodzi do siebie po ciężkich przeżyciach i przystosowuje się do realiów angielskiej szkoły z internatem. Kluczowe jest tu słowo pamiętnik – taką właśnie formę ma książka i wszystkie tego konsekwencje (pierwszoosobowe ograniczenie świata, urywana narracja, przeskoki czasowe, wgląd w przemyślenia i dylematy nastolatki, często bardzo realistycznie dla nas banalne) składają się na bardzo przekonujący obraz, niezależnie od tego, czy bohaterkę polubimy czy wręcz przeciwnie (jak ja, tak sobie teraz myślę, że dobrze, że za nastoletniości nie udało mi się wciągnąć w prowadzenie dziennika, pewnie byłby podobnie egzaltowany).

Z jednym małym ale. Mor jest fanką literatury fantastycznej, szczegółowo opisuje swoje wrażenia z kolejnych lektur (zieeew) i jakoś tam przekłada płynące z książek lekcje na otaczający ją świat. I tak, na przykład, nie potępia ani nie reaguje strachem czy odrazą na homoseksualną koleżankę, bo czytała Heinleina i Delanego, albo porównuje swoje wróżki z tymi literackimi. Natomiast ani razu nie przychodzi jej do głowy (jej, wykarmionej fantastyką, jak mało kto), że jej sytuacja ma w sobie coś z powieści fantasy albo chociaż, że skoro wróżki istnieją, to co jeszcze może być nie tylko owocem wyobraźni autora na kartach książki. Mnie brak tej refleksji irytował, chociaż może to celowy zabieg, bo „Among Others” sprawia bardzo staroświeckie wrażenie, właśnie jakby powstała te trzydzieści lat temu.

Fabuła jest tutaj pomijalna, ot, Bildungsroman z elementami paranormalnymi (albo i bez, whatever), rozpędzającą pod koniec akcją (co wypada słabo, ze względu na jednowymiarowość antagonistki i pośpiech, bo już-już trzeba kończyć) i bohaterką patrzącą jasnym wzrokiem w przyszłość. Uhg.

„Some Kind of Fairy Tale” zaczyna się sceną, w której Tara Martin staje na progu rodzinnego domu po dwudziestu latach nieobecności i oznajmia, chociaż z oporami, że została uprowadzona (a w każdym razie uwiedziona, bo uprowadzenie było po części skutkiem pomyłki) przez wróżkę. Pana wróżkę, przystojnego mężczyznę na białym koniu, który ni z tego ni z owego objawił jej się w pobliskim lesie. (Z)wrócona światu Tara wygląda, jakby nadal miała piętnaście lat, i utrzymuje, że spędziła w krainie wróżek tylko pół roku. Życie emocjonalne jej bliskich, mniej lub bardziej pogodzonych ze stratą córki/siostry/dziewczyny, wywraca się do góry nogami.

Być może Tarę porwały wróżki. Być może Tarę uprowadził i wykorzystał obcy mężczyzna. Być może po wydarzeniach krótko sprzed jej zniknięcia (w tym jednym zdecydowanie traumatycznym), Tara uciekła z domu. Być może Tara nie chce przyznać, co robiła przez dwadzieścia lat. Być może spędziła jedynie sześć miesięcy z fae. Być może jakiś psychiczny lub fizyczny uraz spowodował u niej amnezję. Być może jest schizofreniczką. Może długotrwałe stosowanie substancji odurzających pomieszało jej w głowie.

(Nie martwcie się, „Some Kind of Fairy Tale” jasno sygnalizuje status ontyczny wróżek, nie żeby to miało jakieś wielkie znaczenie. Chociaż, jakby się ktoś uparł, jest tu i miejsce na małe „ale”. Nie żeby to miało jakiekolwiek znaczenie.)

Historię Tary, jej rodziny i byłego chłopaka poznajemy z różnych punktów widzenia – w tym z notatek psychiatry, do którego Tara zgadza się pójść, żeby uspokoić brata. Niejako równolegle toczy się wątek siostrzeńca Tary, który pakuje się w zupełnie niemagiczne i nienarkotyczne kłopoty.

„Some Kind of Fairy Tale” jest bardzo nierówne – zwłaszcza pod koniec, kiedy subtelne dłubanie przy psychologii, relacjach rodzinnych i wyborach życiowych, zastępuje akcja i zostajemy z poczuciem niedosytu. Poza tym Tara świetnie wypada jako katalizator zmian i dziewczyna, która już wcześniej miała przemożny wpływ na otoczenie, ale w jej charakterystyce są braki, właśnie dlatego, że kiedy wreszcie narrator skupia się na niej, a nie tumulcie wokół niej, akcja rusza z kopyta i dość nagle dobijamy do ostatniej strony. Kompletnie nierealistyczne wydaje mi się przemilczanie (w rozważaniach wewnętrznych, nie dziwi mnie, że nie chciała o tym rozmawiać ze światem) przez Tarę przyczyny kłótni z chłopakiem, która i była poważna, i była dla dziewczyny, bo już nie dla jej rodziny, wciąż świeżą sprawą.

Obie książki są interesujące, chociaż niedoskonałe - większą przyjemność czytania miałam przy "Some Kind of Fairy Tale", ale wiadomo, de gustibus - obie rozczarowują na finiszu i obie pokazują, że wróżki potencjału na zostanie nowymi wampirami, zombie, czy co to teraz jest na topie, raczej nie mają.

 

 

 * At rest in the wood, Kay Nielsen

czwartek, 20 września 2012, fabulitas

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/09/20 23:27:36
Nie czytałam, to się wypowiem :)
Z Walton miałam dziwnie: do połowy mnie jej "Farthing" oczarował, od połowy - doprowadzał do szału oczywistością i faktem, że nie mogłam, no nie mogłam uwierzyć w główną bohaterkę. Za nic.

Natomiast - nie wiem, czy czytałaś powieść "Tam Lin" Pameli Dean? Też nie idealne, ale intrygujące, o dorastaniu w latach 60., college'u, seksie, Szekspirze i wróżkach. Mnie się zdecydowanie podobało.
-
2012/09/21 08:46:48
Mnie też "Among Others" nie porwało. Zapowiadało się świetnie, ale zamiast zrobić bum, zjechało w pensjonarski pamiętnik.
-
2012/09/21 19:09:49
Czuję się teraz jak ostatnia naiwna, bo po zajawkach faktycznie spodziewałam się baśni, a tu takie rozczarowanie. Trochę mnie interesuje "Among Others", ale nie z uwagi na wróżki, ale właśnie pamiętnik pensjonarki - lubię opis szkół z internatem.
-
2012/09/21 22:01:59
@ninedin
"Tam Lin", mówisz? Nie czytałam, chociaż gdzieś mi się obiło o uszy. Jak będę gotowa sięgnąć po kolejny tytuł z wróżkami, to dam jej sznasę.

@bart
O to, to. Żeby jeszcze ta pensjonarka była interesującą postacią, ale nie.

@Rusty
Pewnie nie Ty jedna się nabrałaś. I sam początek baśniową opowieść oszukańczo sugeruje - ze swoimi czarami i z dziećmi bawiącymi się wśród ruin z wróżkami.
-
Gość: porcja z pracy, *.ip.netia.com.pl
2012/09/24 18:22:09
Jakie piękne zdjęcie.
Napisz do mnie!