kultura bez tabu jest kwadratowym kołem
Blog > Komentarze do wpisu

Dawno temu w Szkocji i obecnie w sieci

Bez spojlerów, chyba że za spojlery uznamy oględne omówienie głównych tematów filmu, bez zdradzania szczegółów fabuły – zresztą, to Wam mogę powiedzieć, jeśli skończyliście osiem lat, to oglądając Brave nie szykujcie się na zaskoczenia

Brave jest filmem dla dzieci, który nie pretenduje do bycia czymkolwiek innym. Jest baśnią z quasi-średniowiecznymi realiami, rezolutną królewną w roli głównej i błędnymi ognikami, które, wbrew folklorowi, tutaj pomagają wejść bohaterom na właściwą drogę. To jedna z rzeczy, które bardzo mi się w niej podobają.

Kiedy film miał swoją premierę w Stanach i Wielkiej Brytanii, po internetach przetoczyły się dość przewidywalne dyskusje. Obserwowałam je jednym okiem i uderzyło mnie, kiedy już obejrzałam „Brave” jakieś półtora tygodnia temu, jak niewiele miały one wspólnego z „twardą” materią filmu. W zasadzie mogłyby się w całości odbyć jeszcze przed premierą, w oparciu o same materiały promocyjne.

Znaleźli się recenzenci (panowie, jakże by inaczej, a imię ich legion), którzy spienili się i zapłakali, że „Brave” jest opowieścią o relacji dwóch kobiet. No bo gdzie mężczyźni? Jak to tak? Gdzie uniwersalizm? Ciekawe, że narracja o konflikcie oczekiwań dziecka i rodzica jest dla niektórych uniwersalna tylko wtedy, kiedy bohaterem jest chłopiec. Mam nadzieję, że panowie recenzenci się swoją pianą zadławili, krytyka filmowa na pewno od tego nie zubożeje.

Znalazł się też recenzent, który poświęcił swój cenny czas na wysmażenie tekstu o preferencjach seksualnych królewny. Tak, tak, z całą powagą zastanawia się, czy Merida może być pierwszą disnejowską królewną-lesbijką. Wprawdzie intencje wspomnianego autora są jak najlepsze (czy nie byłoby pięknie, gdyby homoseksualne nastolatki dostały od popkultury, od mainstreamu, postać, z którą mogą się identyfikować?), ale.

Brave otwartym tekstem mówi o tym, że młoda dziewczyna powinna wejść w związek z osobą, którą wybierze, na swoich warunkach i wtedy, kiedy ona sama będzie na to gotowa, a nie kiedy będzie to od niej oczekiwane. (I w filmie jest to niejako wątek poboczny wobec ponownego zbliżenia i wzajemnego zrozumienia matki i córki – i związanych z nimi kwestii odpowiedzialności, dojrzałości, zdolności do kompromisu i szukania porozumienia.) Jeśli o mnie chodzi, to fantastyczny komunikat dla oglądających dziewczynek. I dla chłopców.

Merida nie dojrzała do seksualnej/romantycznej relacji i film jej seksualnością się nie zajmuje. Natomiast tak mocna obecność w recenzjach rozważań o seksualności i rolach płciowych ujawnia, jak wciąż, hm, problematyczne są to kwestie i jak bardzo nie potrafimy (my, kultura, nowoczesne zachodnie społeczeństwo) patrzeć na dziewczyny i kobiety inaczej, niż przez pryzmat ich tradycyjnej „biologicznej” roli w społeczeństwie.

Bo jeśli to, że bohaterka nie przystaje na wtłoczenie jej w ciasne ramy matczynych oczekiwań, a jej hobby są łucznictwo i jazda konna, a nie tkactwo i plecenie wianków (innymi słowy, chce być niezależna, wiecie, niezależność, ta cecha, którą tak cenimy u męskich bohaterów, nic a nic nie podejrzewając ich przy tym o pociąg do innych mężczyzn), to, że nie jest „tradycyjnie” dziewczęca, skłania kogokolwiek do rozważań, czy przypadkiem nie jest „inna” - homoseksualna, to jest to obraźliwe dla kobiet niezależnie od ich orientacji seksualnej.

Żeby jeszcze przemycić parę słów o filmie i o tym, dlaczego warto go zobaczyć. I animacja, i tła, i ścieżka dźwiękowa (chociaż napisane specjalnie do filmu piosenki niczym się specjalnie nie wyróżniają, ot, ładne są, najlepsza chyba ta Mumford and Sons z Birdy), cała ta bardziej techniczna strona jest pierwsza klasa, ale przyjemność oglądania najbardziej podnosi aktorstwo i rewelacyjnie dobrane głosy obu głównych bohaterek. Meridę gra zadziorna Kelly MacDonald, którą uwielbiam w każdej roli od czasów Trainspotting (poważnie, gdyby nie ona, to takiego The Decoy Bride nie obejrzałabym do końca, ugh, jaki to był słaby film), a królową nienaganna Emma Thompson (która jako jedyna z całej obsady nie mówi ze szkockim akcentem, co ma ciekawe implikacje dla postaci, jeśli ktoś zechce się nad tym pozastanawiać). Nie wiem, jak wyszedł polski dubbing, ale raczej nie liczyłabym na to, że dorówna wersji oryginalnej.

Jeśli kiedyś będę miała dziecko albo jakiś nieodpowiedzialny/zdesperowany dorosły pozostawi pociechę pod moją opieką (a ja nie zdążę uciec/wyłgać się, ewentualnie uznam tę akurat pociechę za urocze stworzenie, co też mi się zdarza), to Brave będzie filmem, który chętnie mu/jej pokażę i który sama z przyjemnością ponownie obejrzę. I dla postaci, i dla przygody, i dla humoru, i dla przesłania.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012, fabulitas

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/08/20 00:57:21
Jak mi się podoba to, co piszesz!
-
Gość: Basta, *.dynamic.chello.pl
2012/08/20 01:39:12
Ja z tym filmem mam pewien problem i to dość poważny. Informuje on nas ,że zajęcia uznawane za kobiece są gorsze a kobieta tylko wtedy jest niezależna gdy wchodzi niejako w męską rolę. Jeśli księżniczka lubiła by szyć i gotować (jak wiele dziewcząt w tym wieku) to nie była by niezależna i fajna.
-
2012/08/20 01:43:19
Mój wpis jutro. Nie jestem zachwycona tym filmem ale może tu wychodzi moja niegdyś szeroko dyskutowana nieufność wobec feministycznych treści. Nie mniej o mało nie umarłam czytając domysły o tym czy bohaterka nie jest lesbijką skoro nie chce chłopca. I przyznam mi chłopca w tym filmie brakuje. Jestem zwolenniczką by w filmie byli bohaterowie obu płci. I zgadzam się z przedmówczynią. Czy niezależne księżniczki zawsze musza tak pogardzać wszystkim co dziewczęce. Taka co by lubiła sukienki i strzelanie z łuku byłaby bardzo fajna i ciekawa
-
2012/08/20 08:43:19
@ninedin
Dzięki, jak zwykle się rozpisałaś w komentarzu ;)

@Basta&Ratyzbona

Ciekawe, że jeszcze przy okazji żadnego filmu o wrażliwym chłopcu nie zdarzyło mi się usłyszeć okrzyków - no ok, fajnie, że lubi ikebanę, ale czemu nie może też realizować się w aktywności fizycznej?! Tymczasem od bohaterki widownia wymaga 200% normy, a jeśli ta je wyrobi, nazwiemy ją Mary Sue.

(Nie zauważyłam, żeby Merida obcinała włosy i wdziewała spodnie - ona nie ma problemu z dziwczęcością, a z nakładanymi na nią obowiązkami - i krzywi się na przykład na naukę historii, czy co to tam było, nie nazwałabym tego klasycznie kobiecym zajęciem. IMO negatywne wartościowanie zajęć kobiecych jest w tym przypadku in the eyes of the beholder, zwłaszcza że w przeciwwadze do Merydy mamy jej bardzo kobiecą matkę, która też jest bohaterką pozytywną. Owszem, scena z happily ever after, gdzie Merida jeździ konno, a w chłodne zimowe wieczory na przykład wyszywa, nikomu by krzywdy nie zrobiła, ale bez przesady.)

O, i jeszcze jedno, Zwierzu, a w filmie o chłopcu, też tak z automatu chcesz dziewczyny, która niekoniecznie jest romantic interest bohatera? Pytam o Twoje odczucia. Co do nieufności do feministycznych treści, proponuję ćwiczenie wyobraźni - czy historia o odnajdywaniu porozumienia pomiędzy rodzicem i dzieckiem, o odpowiedzialności i o szukaniu niezależności przez dziecko (a to jest zasadniczo esencja Brave, nie kobiecość, męskość i cały ten kram - i powtórzę, to że nie do końca potrafimy tak na to spojrzeć, jest problemem naszym, nie filmu), w której bohaterami byłby ojciec i syn, też wydawałaby Ci się, hm, kontrowersyjna? Podejrzana?
-
Gość: Beryl, *.omi.pl
2012/08/20 08:58:25
"a królową nienaganna Emma Thompson (która jako jedyna z całej obsady nie mówi ze szkockim akcentem, co ma ciekawe implikacje dla postaci, jeśli ktoś zechce się nad tym pozastanawiać)"

Nosi też zupełnie inne stroje, ma inne maniery i jest wykształcona, więc założyliśmy z współwidzami, że po prostu tatko sobie przywiózł żonę z Londynu, żeby przyniosła w wianie nieco cywilizacji i prestiżu. Zwłaszcza, że ojciec wyraźnie nie ma nic przeciwko zamiłowaniom Meridy, tylko nie bardzo chce podpadać żonie, albo też nie bardzo chce się między nie wtrącać. Jest możliwe, że gdyby mała miała mamę z tej samej kultury, to od niej by się uczyła łuku i polowania.
-
2012/08/20 17:38:47
Nie mogę się rozpisać, nie widziałam (jeszcze) filmu :). Jak zobaczę, to się wypowiem, chociaż już teraz wiem, że na pewno nie zgodzę się z niektórymi Zwierzowymi postulatami - np. raczej nie będzie mi brakować chłopaka dla bohaterki i niespecjalnie przejmę się tym, że powinna być równowaga, bo w filmach o chłopakach zwykle jakieś dziewczyny są (bo wcale niekoniecznie i wcale niekoniecznie w rolach, w jakiej chciałabym je oglądać). A film, który - jak mówisz - jest o matce i córce i tym, jak się uczą dogadywać, bardzo chętnie bym zobaczyła.
-
2012/08/20 19:29:49
A ja poczekam na DVD, dziękuję bardzo za dubbing akurat w tym wypadku.
-
2012/08/20 22:53:16
@Rusty
Aż spojrzałam, jak się prezentuje polska lista aktorów i w porównaniu... oj, cieniuteńko.
-
2012/08/21 15:06:43
Miewamy dobre dubbingi, Madagaskar chociażby, żeby daleko nie szukać, jest zdecydowanie lepszy od oryginału, ale w większości wypadków wolę sobie odpuścić. Poza tym ani Wall-E, ani Toy Story 3 ani przede wszystkim Up mi się nie podobały, więc istnieje spora szansa, że podobnie będzie z Brave.
-
Gość: Fester, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/08/28 17:36:27
W zasadzie pierwszą rzeczą która przyszła mi do głowy po skończonym seansie, jest pewna przeciwstawność Brave i Zaplątanych (wiem, Zaplątani z innej paczki zupełnie, ale już się tłumaczę). Wcześniejsza opowiastka też była mocno nacechowana konfliktem matka-córka (choć formalnie Gertruda nie była matką Roszpunki, to de facto wypełniała tą funkcję); dla osoby w wieku zaawansowanym interpretacyjnie mocno dawało się odczuć wątek toksycznego rodzicielstwa (lekko brakuje mi właśnie w tej opowiastce przywiązania Gertrudy do czegoś więcej oprócz magicznych kłaków) i wyrwania się spod skrzydeł nadopiekuńczej matki na, przede wszystkim, randkę z łobuzem. A ty mi nie możesz rozkazywać bo nie jesteś moją matką. Bunt jest jak najbardziej uzasadniony.
Konflikt Meridy z Elinor (jakoś mi się siostry Dashwood przypomniały) jest zgoła opozycyjny, widz odczuwa, że krnąbrna księżniczka nie ma racji (przynajmniej, nie na całej linii), i zaczyna odczuwać do niej sympatię ze sporym opóźnieniem - dopiero w momencie, gdy udaje jej się nawiązać dialog z matką. Zamiast gloryfikowania emocjonalnego buntu - wsparcie drogi dialogu i porozumienia. Nie pamiętam bajki, która by kładła nacisk na ten aspekt, miast magicznego rozwiązania problemu.
Widziałam wersję z dubbingiem, więc nie wiem jak to się ma do oryginału, ale: podobało mi się (przede wszystkim słyszalne) nieokrzesanie Meridy. Przed filmem mimowolnie oczekiwałam takiej raczej słodkiej w swym buncie istotki, tymczasem jest to po prostu chropawa wiejska dziołcha, której odrobina szlifu by nie zaszkodziła (w moim odczuciu). Zgadzam się też z tym, że nagle w momencie emancypacji bohaterek zaczynamy domagać się od nich 200% normy: żeby nadal były kobiece, umiejąc szyć z łuku (inna sprawa, że uważam, że powinno się - docelowo - wymagać 200% normy. Ale nie tylko od siebie, ale i od faceta również, dopowiem, tak w ramach samodoskonalenia i multifunkcyjności. A nie - opresji). Mary Sue z jednej strony, a z drugiej te wszystkie nierealne kociaki - to zaczyna być pułapka bez wyjścia. Zresztą, tutaj nieźle z tego wybrnięto, bo tak jak wspomniano, Merida nie odżegnuje się od bycia dziewczyną, po prostu haftowanie ją nudzi (nie jest gorsze, po prostu zabawy ruchowe są bardziej interesujące). Pewnie też się nasłuchała jakichś romantycznych historyjek o Budyce.
Brak męskiego bohatera jako takiego w Brave mi się właśnie podoba, choć też zostawił u mnie niedosyt. Ale dlaczego? Dlatego właśnie, że uczymy się od najwcześniejszych bajek traktować mężczyznę jako pryzmat do patrzenia na nas same, a nie równorzędnego partnera (to chyba najbardziej feministyczne z wszystkich stwierdzeń, jakie kiedykolwiek sformułowałam). Każda szanująca się epicka baśń ma wątek mniej lub bardziej romantyczny. Przy takiej statystyce jedna bajka bez samca nie zaszkodzi. Są problemy i dramaty, gdzie facet nie będzie miał nic do rzeczy, i z tym też trzeba się oswoić.
Problematyki genderowej nie tykam, bo jej tutaj wg mnie nie ma.

Rany, nie umiem krótko i zwięźle.
-
2012/08/29 11:11:57
@Fester
I bardzo dobrze, że nie potrafisz, bo inaczej nie pisałabyś takich fajnych komentarzy :) Zgadzam się z Tobą odnośnie "Zaplątanych", szkoda że nie zniuansowano jeszcze trochę Gertrudy - w końcu przez te wszystkie lata wychowywała Roszpunkę, to raczej nie mogło pozostać bez wpływu na nią.
A propos Twojego "mężczyzna jako pryzmat" (b. słuszna uwaga, tak w ogóle), to uderzyło mnie, w jak wielu polskich recenzjach pisanych przez blogerki pojawia się wątek "film dla kobiet, mężczyźni mogą się nudzić", jakby Merida była o doświadczeniach nieprzekładalnych. A przecież nie jest.

BTW Kusi mnie temat Mary Sue, ale odstrasza reaserch, który musiałabym zrobić.

@Rusty
Toy Story 3 nawet jeszcze nie widziałam, nie wiem, co ludzie widzą w tej serii.
-
2012/08/29 18:25:42
Jak nie widziałaś, to nie warto, z całej serii Toy Story najlepsze są bloopery.
-
2012/09/03 15:35:13
Z polskim dubbingiem przede wszystkim problem jest taki, że w kilku scenach jest bardzo trudno albo wręcz się nie da zrozumieć niektórych słów albo i zdań, bo dubbingujący tak szybko i niewyraźnie mówi (i żeby nie było że ja i syn jesteśmy przygłusi - słyszałam też jak dziewczynka siedząca nad nami parę razy pytała swojej mamy "co on powiedział?")
-
2012/09/03 19:28:06
Temu recenzentowi od nawiązań homoseksualnych poleciłabym scenę, w której Merida wybałusza oczy na postawnego Conana, a potem się srogo rozczarowuje, bo prawdziwy kandydat jest zezowatym kajtkiem w jej wieku.
Nie tędy droga, przynajmniej tym razem - Merida jest z tych temperamentnych i podejrzewam, że w odpowiednim momencie złapie swojego chłopa za włosy i zaciągnie do jaskini. Po prostu jeszcze nie teraz.
Napisz do mnie!