kultura bez tabu jest kwadratowym kołem
Blog > Komentarze do wpisu

A Study in Sherlock

SPOJLERY. Wszyscy, którzy nie widzieli „A Scandal in Belgravia”, sio i wrócić, jak nadrobicie.

 

Ok, czyli po półtora roku, które fandom spędził z zapartym tchem na basenie, Jim Moriarty wyszedł, bo dostał ofertę ciekawszą niż zostanie rozerwanym na kawałeczki przez swoją bombę? Thanks for nothing, Moffat.

Ninedin napisała absolutnie piękną notkę o Irene Adler i wobec tego jest mi troszkę smutno, bo miałam zamiar pisać na dokładnie ten sam temat, ale zbierałam się jak sójka za morze (jak zwykle). Typowej recenzji też nie napiszę (fantastyczny odcinek, warto było czekać, kropka), więc co mi pozostaje? Spojrzeć pod trochę innym kątem, a więc będzie o Irene, ale głównie o Sherlocku.

Pamiętacie, jak po pierwszym sezonie rozmawialiśmy o seksizmie? Miałam poważne obawy, kiedy dowiedziałam się, że Moffat wziął na warsztat Irene i zrobił z niej dominę, bo przecież nic prostszego niż skręcić w ślepą uliczkę „kobieta, która używa swojej seksualności jest niebezpieczna dla mężczyzn i musi zostać poskromiona”. Na szczęście tak się nie stało - Irene jest dla Sherlocka niebezpieczna dlatego, że dorównuje mu intelektualnie, a wszystko inne m.in. to, że wykorzystuje seks, żeby zdobyć kolejne kilka punktów przewagi nad Sherlockiem, to tylko pochodne.

Tak jak napisała Nindin, Irene jest portretem Sherlocka w negatywie, i tak jak przy każdym obrazie w negatywie mamy wartości przeciwstawne (kolory – Irene po stronie cienia, Sherlock po stronie, ekhm, światła, Sherlock aseksualny, Irene drapieżnie seksualna) i takie, które pozostają bez zmiany (kształty – oboje są bardzo inteligentni, amoralni, patrzą z wyższością na innych). Dlatego, kiedy Sherlock mówi o uczuciu jako słabości Irene, mówi też o tym, co uważa u siebie za słabość.

I tu przechodzimy do Sherlocka i tego, co, jak sądzę, będzie tematem drugiego sezonu, a ma wiele wspólnego z wymianą zdań z pamiętnego basenu:

Jim Moriarty: If you don't stop prying I will burn you. I will burn the heart out of you.
Sherlock: I have been reliably informed that I don't have one.
Jim Moriarty: But we both know that's not quite true.

W „A Study in Pink” poznaliśmy Sherlocka Holmsa, jako błyskotliwego dziwaka i samotnika, który spędza wolny czas bijąc nieboszczyków w kostnicy. I który skwapliwie przedstawia swojego nowego (i zapewne pierwszego ever, który nie uciekł po 24h) współlokatora, jako przyjaciela. Na początku drugiego sezonu wokół Sherlocka jest już mała rodzina – John, Sherlock, Lestrade, Molly i pani Hudson spędzają razem święta, John i Mycroft dbają o to, żeby Sherlock nie wrócił do nałogu etc.

Irene jest dla Sherlocka słabością (i nie będę tutaj dyskutowała o rodzaju czy sile uczucia, które w nim wywołała), tak jak słabością okazał się John, kiedy Moriarty zdecydował się zaatakować. Stąd tyrada o miłości. I stąd ostatnia scena, która nie jest o bezsilnej Irene Adler, potrzebującej wybawcy, ale o Sherlocku, który mimo że został wielokrotnie upokorzony przez Irene i tak nie potrafi postąpić wobec niej tak obojętnie i bezwzględnie, jak to gra przed Mycroftem („If you're feeling kind, lock her up. Otherwise let her go. I doubt she'll survive long without her protection.”).

Dzisiaj Mark Gatiss bierze na warsztat „Psa Baskerville'ów” i z ust Sherlocka pada takie zdanie: „Friends? I don't have friends!”. A przecież wszyscy wiemy, że to nieprawda.

niedziela, 08 stycznia 2012, fabulitas

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/01/08 19:13:30
Nie wiem czy Sherlock bedzie się wypierał posiadania przyjaciół w psach czy w następnym odcinku ( trudno orzec po trailerach). Co nie zmienia faktu, że twoje uwagi podobają mi się strasznie. Rozwiązanie sceny na basenie moim skromnym zdaniem jest spójne z charakterem Moriartego - przynajmniej tego z serialu. poza tym - po półtora roku na tym basenie czy można nam było zaoferować cokolwiek co sprostałoby naszym oczekiwaniom?
-
2012/01/08 19:34:34
Swoją drogą to czy tylko mnie Adler i Moriarty w tej wersji mocno kojarzą się z Catwoman i Jokerem?
-
2012/01/08 19:37:41
@ fabilutas: Czapki z głów :)

@ Ausir: sama bym na to nie wpadła, ale jak już to powiedziałeś, to momentalnie pomyslałam "No przecież!"
-
2012/01/08 19:39:09
@ self: sorry za literówki, głupia klawiatura!
-
2012/01/08 23:45:08
@ausir

+10. Faktycznie, skojarzenie genialne.

Ale ja nie o tym chciałam, tylko o tym:

@Na początku drugiego sezonu wokół Sherlocka jest już mała rodzina John, Sherlock, Lestrade, Molly i pani Hudson spędzają razem święta, John i Mycroft dbają o to, żeby Sherlock nie wrócił do nałogu etc.

Czytałam dzisiaj notkę, której autorce brakowało mniej więcej trzech epizodów pomiędzy "The Great Game" a "A Scandal in Belgravia", by wyjaśnić to przejście Sherlocka od socjopaty do człowieka, który urządza przyjęcie bożonarodzeniowe. A przecież to nie on, pewnie John i pani Hudson go zmusili, ozcywiscie dla jego dobra - widać to zresztą dokładnie, gdy mruczy pod nosem "Och, a teraz wszyscy składają sobie życzenia, jak uroczo!" Trochę jednak nie podoba mi się kierunek, który obrał Moffat w tym sezonie, pokazanie ludzkiej strony Sherlocka - zastanawiam się, jakie w związku z tym powody będą nim kierowały podczas decyzji w ostatnim odcinku.

Na szczęście trzeci sezon jest potwierdzony.
-
2012/01/09 00:13:40
@Zwierz
Jeśli się nie mylę, to jednak w tym. Zaraz będę oglądać.

@Alex
No nie on, nie on urządził przyjęcie, ale na nie pozwolił i nie zamknął się w ramach protestu w swojej sypalni.

Nie powiedziałabym, że było jakieś gwałtowne przejście - przecież w pierwszej części Sherlock bardziej niż chętnie mówi o Johnie per przyjaciel (i interpretować można to różnie - albo że chce pokazać dawnemu znajomemu, że teraz ma przyjaciół, albo że mały chłopiec, który nigdy nie miał przyjaciół, nareszcie kogoś znalazł i jest z tego powodu po swojemu szczęśliwy) a w The Great Game już jasno widać, że mu zależy na Watsonie.

A co się stanie za tydzień, któż to wie.