kultura bez tabu jest kwadratowym kołem
Blog > Komentarze do wpisu

Idle gossip & archeology

Motto dzisiejszej notki brzmi: „What's the point of two hearts if you can't be a bit forgiving now and then.”

(Ile ja jestem w stanie wybaczyć temu serialowi, to nie macie pojęcia. No, może trochę macie.)

(Pozwólcie, że nie będę przytaczała epitetów, którymi obrzucałam Doktora bardzo hojnie, oglądając odcinek. Niech Wam wystarczy, że były barwne, ale niezbyt oryginalne.)

Spoilers! mówię ja, a River siedzi w kącie i płacze, bo zamieniła bajeczne buty na dożywocie. Za to Amy wreszcie spróbowała zamordować kogoś, kto nie jest jej córką, Rory dowiedział się, że jego szefowa chciałaby zabrać go na babeczki, a pterodaktyle zeżarły dzieci w parku. Profit.

 

Doctor Who S06E13 The Wedding of River Song

Chciałam napisać o tym odcinku wszystko-wszystko, ale przy piątej stronie dałam sobie spokój, zwłaszcza że nie dotarłam nawet do połowy, a zaczęłam coraz bardziej wchodzić w rozważania ogólnosezonowe. Także będzie tematycznie, a wątkiem śmierci Doktora i związku Doktora i River zajmę się trochę szerzej. Trochę.

Na przystawkę czyste piękno i dobro. Dwie sceny z minimalnym komentarzem.

The Doctor: Imagine you were dying. Imagine you were afraid and a long way from home in terrible pain. Just when you thought it couldn't get worse, you looked up and saw the face of the Devil himself. Hello, Dalek.

Ha. Ha. W ogóle, Doktor z tym łagodnym uśmiechem i nieziemskim spokojem, szukający odpowiedzi, dlaczego musi umrzeć, to jest coś, co mogę oglądać.

 

Dorium: Time catches up with us all, Doctor!
The Doctor: Well it has never laid a glove on me!

...

The Doctor: Hello.
Nurse: Doctor, I'm so sorry. We didn't know how to contact you. I'm afraid Brigadier Lethbridge-Stewart passed away a few months ago. Doctor?
The Doctor: Ah... Yes, yes.
Nurse: It was very peaceful. Talked a lot about you if that's any comfort. Always made us pour an extra brandy in case you came 'round one of these days.

O-o, czas właśnie kogoś dogonił. Hołd dla Brygadiera (Nicholasa Courtney'a, zmarłego w lutym tego roku) to piękny, smutny moment, ale na samym początku tej sceny i tak miałam nieprzyzwoitą wręcz radochę, że czas wymierzył Doktorowi bolesny policzek. Ha.

Amy & Rory

„A wszystko to, bo ciebie kocham, nie wiem jak bez ciebie mógłbym żyć, chodź, pokażę ci, czym moja miłość jest, dla ciebie zabiję się...” (Lubię Amy i Rory'ego jako parę, ale w tym sezonie scenarzyści ustawili ich związek loop, co jest odrobinę nużące. I nawet karabin szturmowy nie jest w stanie tego zmienić. Nie.)

Churchill & co

Przez pierwszą połowę odcinka prowadzą nas za rękę rozmowy Churchilla z Malokehem i Doktora z Churchillem. Trzeba być Anglikiem albo cierpieć na ciężką anglofilię, żeby mieć emo na Churchilla w kinie/tv. Mnie ta postać nie rusza, za rękę też nie lubię być prowadzona, ale w sumie nie najgorzej się to ogląda. A ta alternatywna rzeczywistość jest bardzo atrakcyjna i konceptualnie i wizualnie. Szczerze mówiąc, to poświęciłabym Night Terrors albo The Curse of the Black Spot, żeby zobaczyć więcej tego świata i rozpadającego się czasu w dwuczęściowym finale.

Amy & Kovarian

Wreszcie. WRESZCIE. Chociaż to dosyć niespodziewany, mroczny twist dla charakteru Amy. I jak to jest, że alternatywne Amelie Pond są zawsze bardziej interesujące od tej zwykłej?

(Czy tylko ja mam takie wrażenie, czy Madame Kovarian jest póki co strasznie papierowym czarnym charakterem? Służenie Ciszom to jedno, ale przydałby się jakiś wgląd w jej motywy, jakieś minimalne uzasadnienie, dlaczego jest tak strasznie zła i nikczemna. A tu przez cały sezon ani okruszka.)

Mr & Mrs Doctor

Podczas sceny nad jeziorem w pełni wykorzystałam swój dość skromny arsenał przekleństw. Poważnie, Doktorze? Skazujesz River na życie ze świadomością, że cię zamordowała (nie wspominając o więzieniu), co jest wielkim kłamstwem, i jedyne co masz do zaoferowania to „zawsze i kompletnie jest ci wybaczone”?! What the hell, hero?! Żeby nie było, generalnie podobała mi się wiwisekcja gorszej strony Doktora w szóstym sezonie, tylko że angażuję się emocjonalnie przy oglądaniu. No i dostał za swoje.

River Song: Fixed points can be rewritten.
The Doctor: No they can't, of course they can't! Who told you—

 

Och, ups. River pilnie słuchała i studiowała Doktora.

River na brzegu Lake Silencio odmawia zabicia Doktora. Konieczność, o której mówi on, nic dla niej nie znaczy, bo i niby dlaczego. Doktor nie raczy porządnie wyjaśnić, a River nie jest odpowiedzialna za czas, przestrzeń, rzeczywistość – nie jest Doktorem, jest odpowiedzialna tylko za swoje wybory, za swoje serce i swoje, hm, sumienie.

Poprzednim razem River i Doktor spotkali się w Berlinie. Z jej punktu widzenia to ich czwarte spotkanie – a dwóch pierwszych, kiedy była niemowlęciem (a dokładniej Ganger!Baby!Melody) i kiedy była dziewczynką w skafandrze, można właściwie nie liczyć.

W Let's Kill Hitler* Doktor zamienił zaprogramowaną nienawiść River do siebie w miłość, egoistycznie, walcząc o własne życie. I ja mu się nie dziwię. Ale nie pochwalam. Miłość nie jest przeciwieństwem nienawiści, a nienawiść nie jest przeciwieństwem miłości. Przeciwieństwem obydwu jest obojętność. Tak to działa, uczucie – brak uczucia. Doktor, żeby naprawdę uwolnić/uratować River, powinien był pozwolić jej na obojętność wobec siebie. Czego nie mógł/nie chciał/nie potrafił zrobić, bo/a stawką było jego życie. I nad głupim jeziorem w Utah to się na nim mści, a ja mam satysfakcję. Ha.

Ponownie River i Doktor spotykają się w piramidzie. Mamy ładną analogię z finałem poprzedniego sezonu. Wtedy Amy z głową pełną historii o Doktorze ocaliła go, robiąc dokładnie to, czego od niej oczekiwał. Teraz River z głową pełną historii o Doktorze jest gotowa posłać Wszechświat do diabła, postępując wprost przeciwnie. Tylko, że wcale nie.

Czas się rozpada i nie ma co się zastanawiać, ile go River spędziła, próbując znaleźć sposób na uratowanie Doktora – biorąc pod uwagę rozmiary przedsięwzięcia, zakładam, że sporo. River rozumie, lepiej niż Amy, że nie mogą pozostać w alternatywnym świecie. Poza tym wydaje się pewna, że nie potrafi uratować Doktora. Jak ktoś nie wierzy, sugeruję uważnie prześledzić słowa panny Pond.

Och, interesujące, myślałam, oglądając. River wie, że nie ma innej możliwości. Amy też wie co nieco. Doktor za bardzo się ciska, żeby zwrócić uwagę na to, co się właściwie dzieje. Kładę to na karb ego, poczucia winy i potężnego bólu głowy, który takie zaburzenie czasu musi wywoływać u Time Lorda.

River w The Wedding of River Song konsekwentnie odmawia bycia narzędziem w rękach innych – czy to będą Cisze, czy jej ukochany Doktor. Nie daje się sprowadzić do roli pionka Ciszów/czasu, ani do roli towarzyszki Doktora, która prędzej czy później podporządkowałaby się jego woli**. I to jest wspaniałe.*** Co River robi? Odmawia zabicia Doktora. W alternatywnym świecie rozpracowuje, co się właściwie stało i dlaczego. Próbuje znaleźć sposób na uratowanie Doktora. Kiedy odkrywa, że to niemożliwe, chce albo nakłonić Doktora, żeby spróbował coś wymyślić, albo przynajmniej nie dać mu umrzeć w przekonaniu, że Wszechświat będzie miał się lepiej bez niego. A potem odstępuje i pozwala mu podjąć własną decyzję.

Jeśli prześledzimy poprzednie (z punktu widzenia Doktora) spotkania Doktora i River, to zauważymy, że pomiędzy tych dwojgiem panowała zawsze pewna, hm, równowaga władzy. Kiedy Doktor miał przewagę „siły” (z braku lepszego słowa, - żeby uratować ludzi w Bibliotece, - żeby naprawić Wszechświat etc.), River miała przewagę „wiedzy” (o Doktorze, jego mocno prywatnych sprawach i jego przyszłości, co wykorzystywała praktycznie, żeby robił to, czego od niego chciała). Jeszcze w A Good Man Goes to War na początku Doktor ma „siłę” a pozostająca w Stormcage River „wiedzę”, potem, kiedy Doktor przegrywa bitwę, przez moment River ma i „wiedzę” i „siłę” i oboma dzieli się z Doktorem. W Let's Kill Hitler sytuacja jest zupełnie odwrócona, to River ma „siłę” (- żeby zabić Doktora, - żeby uratować Doktora), a Doktor „wiedzę” (wiedzę o River-w-przyszłości, dzięki której może wpłynąć na Killer!Melody!River i uratować siebie). W The Wedding of River Song podobnie – Doktor ma „wiedzę” ( - nie umrze na brzegu Lake Silencio), a River „siłę” ( - żeby pokrzyżować plan uśmiercenia Doktora, - żeby przeprowadzić wszystko, czego chciała, w alternatywnym świecie).

I w Wedding of River Song Doktor zostaje wreszcie przekonany (nie bez oporów, próbuje przecież wymusić na River uznanie jego wyższości, wścieka się na Pondów etc.), żeby uznać tę ich równość – w wymiarze symbolicznym wyraża to uznanie ceremonia ślubna, w wymiarze praktycznym dopuszczenie River do tajemnicy.

Waham się, czy można nazwać scenę ślubu romantyczną. Bo z jednej strony jest Doktor, który bierze za żonę River, która jeszcze nie jest tą River, którą on kocha (tą z AGMGTW powiedziałabym) i która za bardzo jest podobna do niego z czasów, kiedy ją poznał (River to tutaj taka mała Time Lady Victorious). A z drugiej strony jest River, która właśnie porządnie stanęła twarzą twarz z Doktorem trzeci raz w życiu, i która tak naprawdę, póki co, zakochana jest w opowieści o Doktorze, opowieści, którą pilnie studiowała przez lata na księżycowym uniwersytecie. Romantycznie?

The Trickster

Wydaje mi się, że duża część niezadowolonych głosów po finale wzięła się z tego, że naprawdę chcieliśmy zobaczyć śmierć Doktora. Chcieliśmy też zobaczyć, jak przeżyje, ale to mniej istotne. Ten sezon przekonywał nas konsekwentnie, że byliśmy/będziemy świadkami śmierci. Mówili nam o tym świadkowie (River, Canton), mówiły archiwa, przekazy historyczne i dziecięce rymowanki, mówili wrogowie, mówiła coraz bardziej udręczona mina Doktora. Rzeczywistość jest w oku patrzącego. Widzieliśmy umierającego Doktora. Umarł dla Wszechświata i umarł dla nas. Nawet jeśli nie opłakaliśmy go razem z Amy Pond, to z każdym odcinkiem martwiliśmy się o niego coraz bardziej. Z tej perspektywy prosta sztuczka, którą nie oszukał śmierci, bo wcale tam na niego nie czekała, ale oszukał wszystkich dookoła, musi być pewnym zawodem.

Poza tym, musimy wierzyć, że Doktor na pomysł z Tessalectą wpadł dopiero, kiedy wychodził z baru i kapitan zapytał go, czy mogą mu jeszcze jakoś pomóc. Z narracyjnego punktu widzenia jest to dość oczywiste – inaczej wcześniejsze przygnębienie Doktora, dwieście lat uciekania i wreszcie decyzja, żeby iść na spotkanie ze śmiercią z godnością, byłyby nie miałyby żadnego znaczenia dla postaci Doktora i zmian, które przechodziła i byłyby tylko kolejną warstwą wielkiego oszustwa. Ani przez moment nie widzimy Doktora próbującego szukać jakiegoś wyjścia z sytuacji (chce tylko poznać przyczyny) i tylko słyszymy o jego unikaniu losu. Do not go gentle into that good night. Implied. Niestety, takie a nie inne rozwiązanie pozostawia niedosyt.

Bardzo jestem ciekawa Doktora w następnym sezonie. To kiedy te święta?

 

 

* Jak ja nienawidzę tego odcinka. Brrr.

** Najbliżej wyłamania się z roli była Rose w finale pierwszego sezonu, ale ostatecznie zadziałała tam „wyższa sprawiedliwość” poprzez serce TARDIS/matrix czasu. Martha robiła, co jej kazano. Przy Donnie znów zainterweniował Wszechświat. Amy zrobiła dokładnie to, czego oczekiwał od niej Doktor i ostatecznie została odstawiona do domu dla swojego bezpieczeństwa i spokoju jego sumienia. Wszyscy one-off towarzysze i towarzyszki robili, co im kazano, ewentualnie poświęcali się heroicznie.

*** Brzydko podejrzewam, że ten fragment historii River wyszedł Moffatowi tak dobrze, bo nasz ulubiony showrunner był mocno zajęty kończeniem dekonstrukcji i rekonstrukcji Doktora. A o River będę jeszcze pisać.

 



niedziela, 16 października 2011, fabulitas

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/10/16 10:03:28
Well then, doczekałam się.

Byłaś łaskawa, nie zjechałaś tego, co się stało w podziemiach, ani tej tyrady Doctora w pociągu (czy on naprawdę myślał, że Amy go zdradziła?)

Last journey Doctora to bardzo dobry wstęp. I też pokochałam scenę z Dalekiem. I scenę bez Brygadiera, z zupełnie tych samych powodów. I to, że Doriuma odcięta głowa nadal gada (lubię Doriuma, bardzo). Tylko na buty nie zwróciłam uwagi.

Ale, ale... Ty jesteś bardzo ciekawa nowego Doctora. Ja umieram z ciekawości od momentu, w którym padły słowa, że pora usunąć się w cień. Głównie z tego powodu, że w to nie wierzę.
-
2011/10/16 10:26:04
No nie zjechałam, szkoda mi było klawiatury. I nawet nie wspomniałam o powrocie najpaskudniejszej sztucznej brody roku. Ani o ogólnej durnowatości Ciszów. To jest dopiero osiągnięcie!
-
2011/10/16 10:27:03
Bardzo podobało mi się. Może wreszcie zmuszę się by obejrzeć ponownie ten odcinek, bo jak na razie większość odcinków tego seoznu oglądałam raz i to online, gdzie część scen mi uciekało.

Proszę, niech ten special będzie po prostu fajny! Niech Doktor odreaguje to co się działo w tym sezonie!
-
2011/10/16 10:56:29
Cóż moim zdaniem największą zbrodnią tego odcinka jest to co zwierz już od dawna uważa, za największą słabość Doktora od czasu kiedy Moffat wziął się za jego pisanie - po umiejętnym budowaniu napięcia dochodzi do rozwiązania na które wpadło by dziecko - i tak wszyscy czujemy zamiast ulgi ( Doktor żyje) rozczarowanie, że swojej śmierci uniknął w tak prosty sposób ( do przewidzenia już od pewnego czasu). Atmosfera nieuchronności zdarzeń bardzo dobrze serialowi robiła. Co do relacji River Doctor to mi sam moment ślubu się podobał - bo był jak słusznie zauważasz zwycięstwem River ( przynajmniej dla mnie) nie mniej kiedy Doctor krzyczy na nią że przywołała na pomoc wszystkich którym kiedykolwiek pomógł to miałam przez chwilę wrażenie że Doktor by się tak nie zachował. Choć może ja też go idealizuje. Ogólnie jednak trochę tęsknie za starym dobrym Doktorem gdzie trzeba było pokonać Davrosa i wrócić do domu. To co jest teraz jest dla mnie nieco zbyt wibbly-wobbly i nieco zbyt mroczne. Tak jakby gdzieś tam w moich bohaterach zaczęło się czaić nieuchronne nieszczęście
-
2011/10/17 12:53:54
Masz tak strasznie dużo do powiedzenia na temat finału, a ja jakoś nic i strasznie mi z tego powodu głupio. Chyba jak zwierz zawiodłam się na Moffacie jako opowiadaczu historii.
-
2011/10/17 20:46:52
@monilip
Och, no wiesz, świąteczne są zazwyczaj lżejsze, mimo ratowania świata i masowych zgonów. A Christmas Carol Ci się podobała?

@ratyzbona
Moffat niejednokrotnie powtarzał w tym i w zeszłym sezonie, że pisze tak, żeby się mógł przy jego Doktorze bawić i zgadywać siedmiolatek, więc. Mnie to niekoniecznie przeszkadza, ale już przeszkadzają mi mielizny fabularne i w prowadzeniu postaci.

Jeśli chodzi o finał, to zgadzam się z MRW, że fajnie, że mamy gambit Doktora zamiast kolejnego deus ex machina - tym bardziej, że wyszedł on spod pióra Moffa, który nie ma nic przeciwko magicznym reset buttons i magicznej Amelii Pond (finał poprzedniego sezonu podobał mi się w zupełnie inny sposób niż podobają mi się lepsze kawałki tegorocznego finału).

Co do momentu, kiedy Doktor krzyczy na River - moim zdaniem to bardzo w jego stylu. On się wkurza, jak ludzie go zawodzą i mu sprzeciwiają, ale wkurza się jeszcze bardziej, jak jest bezradny, a tutaj póki River mu nie pozwoli, nie może kompletnie nic zrobić. Pamiętasz, jak nawrzeszczał na River we Flash and Stone? Albo na Amy w The Beast Below? Albo jak nagadał tej okropnej kobiecie z tego okropnego dwu partera z Silurianami? Albo jak upokorzył pułkownika z Demons Run? Dziewiąty i Dziesiąty też mieli takie momenty.

Lubię moczne, a tego wibbly wobbly to wcale tak dużo nie było w tym sezonie. I podoba mi się oglądanie, jak Doktor się zmienia (chociaż to nie jest idealnie poprowadzony motyw), po sezonach oglądania, jak staje się coraz większym cierpiętnikiem.

@alex
Ech, a o tylu rzeczach jeszcze nie napisałam. Noszę się z pomysłem notki podsumowującej sezon. Może też byś coś tego?
-
2011/10/17 22:48:56
Zupełnie nie mam na to weny, szczerze mówiąc. Mam kilka planów blogonotkowych, ale nic o Doktorze. Trochę mnie to samą irytuje, ale jakoś zakończenie tego sezonu Doktora ani mnie grzeje, ani ziębi. Sam sezon też oceniam jako taki sobie.
-
2011/10/18 08:26:48
Widzisz, a ja się tutaj w sumie nachwaliłam, a mam do tego sezonu jako całości różnych uwag, że ho-ho, chociaż uważam, że był całkiem mocny... no rozdarta jestem. I dlatego czuję potrzebę coś jeszcze napisać. Poza tym szukam ładnego polskiego słówka na "anticlimactic".
-
2011/10/18 14:06:47
Cóż moim zdaniem sezon był mocno nierówny przy czym mi to nie przeszkadza o tyle że nadal nie jest zły - zgadzam się z fabulitas że konieczne jest nam ładne polskie słowo bo to dokładnie to określenie którego mi też brakuje:P
-
2011/10/25 14:55:28
To. Jest. Rewelacyjna. Recenzja. Rewelacyjna, fantastyczna, zazdroszczczę :) I co ja teraz napiszę w swojej recenzji finału?
-
2011/10/26 10:33:50
Dzięki :) Myślę, że jeszcze co nieco do napisania zostało. Ot, choćby o Doktora szykowaniu się na śmierć, to można jeszcze rzekę napisać. Albo o Amy zabijającej Madame Kovarian.
Napisz do mnie!