kultura bez tabu jest kwadratowym kołem
Blog > Komentarze do wpisu

Syberia bez przewodnika

Petra Hůlová „Stacja Tajga”

Wydawnictwo W.A.B. 2011


Od dłuższego czasu chciałam napisać książkę o kimś, kto gdzieś wyjedzie i już nigdy nie powróci. We mnie też była taka myśl, pragnienie, by gdzieś wyjechać na zawsze.

Petra Hůlová /z okładki/

Charyń, niewielka, zapomniana przez czas syberyjska osada, w której żyją obok siebie Karowie i Rosjanie, czy też, jak mówią ci ostatni, charyniacy i buraczarze. W roku 1946 przybywa do niej, zafascynowany Syberią, zamożny Duńczyk Hablund Doran. Już nigdy nie powróci do Kopenhagi i do wyczekującej go żony. Po latach śladami Hablunda wyrusza Erske, student antropologii, który ma nadzieję rozwikłać zagadkę jego zaginięcia.

 

„Stacja Tajga” Czeszki Petry Hůlovej nieco minęła się z moimi oczekiwaniami. Opis na okładce i – przede wszystkim – słowa autorki sugerowały opowieść o człowieku, który albo decyduje się na zawsze porzucić swoje dotychczasowe życie albo wydarzenia skłaniają go do pozostania w miejscu, do którego trafił. Nic z tych rzeczy.

Hablund pragnie swoją podróżą przełamać monotonię życia codziennego - „Gdzieś w głębi duszy wciąż jeszcze się spodziewał, że otrzyma szansę, żeby do końca życia nie budzić się co rano w piżamie, z widokiem na wciąż ten sam piękny żyrandol i z koniecznością udania się do monotonnej i nielubianej pracy, którą uważał za jedno wielkie nudziarstwo. Coś z tych odległych krain niewątpliwie przywiezie.” – ale pozostanie w Charyniu na zawsze jako świadomy wybór ani przez moment nie wchodzi w grę.

Właściwym tematem książki jest życie ludzi urodzonych na Syberii lub rzuconych tam przez historię. Hůlová opowiada to o całej społeczności – o zwyczajach, wierze (w duchy tajgi albo partię), warunkach i rytmie życia w Charyniu, to splecionych losach kilkorga bohaterów. Dwa plany czasowe – druga połowa lat czterdziestych i niedookreślona współczesność – niewiele się od siebie różnią, a narracja bywa na przemian romantyczna i niemal reportażowa.

To, co mnie najbardziej ujęło, to historia prowodnika Fiedii, który nie tylko dosłownie podróżuje pomiędzy światami cywilizacji i tajgi. To, co najbardziej uderzyło, to motyw drugoplanowy, nie do końca rozwinięty przez autorkę, motyw nieprzetłumaczalności kultur. I Hablund, który filmuje swój „ginący świat” i nam, znającym perspektywę drugiej strony, prędko zaczyna wydawać się sympatycznym durniem, i Erske, teoretycznie lepiej przygotowany na spotkanie Innego, są od początku do końca jak dzieci błądzące we mgle, mimo że mówią językiem charyniaków i mieszkają w ich domach.

Nie jestem pewna, czy polecać „Stację Tajga” - z jednej strony włazi pod skórę i męczy, i każe się zastanawiać, a do tego jeszcze urzeka nastrojem, z drugiej pozostawia niedosyt, którego źródło nie do końca potrafię zdefiniować. Jest trochę tak, jakby Hůlová dała czytelnikowi surowy, niezinterpretowany materiał etnograficzny, co samo w sobie jest w porządku, ale żadnych narzędzi interpretacyjnych. Znamy i myśli i czyny bohaterów, ale pozostajemy wobec świata tajgi tak samo zewnętrzni jak Erske i Hablund.

niedziela, 08 maja 2011, fabulitas

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/05/19 10:48:29
Gratuluje nagrodzenia! Zwierz zawsze się cieszy jak jacyś jego ulubieni blogerzy zostają nagrodzeni!
-
2011/05/19 17:50:40
Dziękuję :)
Napisz do mnie!