kultura bez tabu jest kwadratowym kołem
Blog > Komentarze do wpisu

Neil Gaiman napisał fanfik

wszechświat nie eksplodował, a internet nie implodował, ale wszyscy i tak są zachwyceni.

Doctor Who s06e04 „The Doctor's Wife” Beware of SPOILERS, all ye who enter here.

W poprzednim odcinku: Piraci? Piraci są ZNOWU do kitu od czasów PotC: Dead Man's Chest. A Doktor ma ewidentnie gorszy dzień, może te wieloryby przepływające przez dziury w fabule tak go zdekoncentrowały.

 

Jedenasty wybiera się na weekendową wycieczkę do innego wszechświata. Gdzieś głęboko w środku Dziesiąty zgrzyta zębami.

 

Oczekiwania wobec „The Doctor's Wife” były wyższe niż zwykłego autonomicznego odcinka. Czy raczej – tak wysokie oczekiwania fandom miewa zwykle tylko przed finałami serii. Doctor Who od czasu swojego restartu w 2005 roku miał na liście płac wielu świetnych scenarzystów, na czele z obecnym showrunnerem, ale nigdy autora tej klasy (i o takiej renomie wśród geeków), co Gaiman, który w dodatku sam jest od dzieciństwa fanem Doktora.

Kusiło mnie, żeby opisać swoje wrażenia zaraz po obejrzeniu odcinka, ale się wstrzymałam, bo na niedzielę miałam zaplanowany wspólny seans z kilkoma innymi fanami, których opinie, komentarze i spostrzeżenia bardzo sobie cenię. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zauważy więcej niż ja albo spojrzy na jakąś scenę z zupełnie innej perspektywy i podrzuci inną interpretację. Tym razem zachwycaliśmy się głównie, jaki to jest fantastyczny tekst. Naprawdę, chciałoby się przytoczyć, co drugą linijkę.

Do tego dochodzi jeszcze wyjątkowo udany występ Matta Smitha, fantastyczna Suranne Jones (po trosze zupełnie nowa bohaterka, a po trosze Queenie z Blackadder i Helena Bohnam Carter z Heleny Bohnam Carter), Michael Sheen odwalający kawał dobrej roboty w roli Domu (najbardziej przerażająca była ta pojawiająca się nutka swawolności), Elisabeth Berrington i Adrian Schiller w Cioteczki i Wujka, słabych, amoralnych, ale jakoś ciągle sympatycznych...

 

Idris ma problem z angielskimi czasami. Wcale jej się nie dziwię.

 

Doktor i TARDIS. TARDIS i Doktor. Nie sądzę, żeby był wśród piszących odcinki Doktora ktoś, kto nie chciałby i nie myślałby w skrytości ducha o zgłębieniu relacji Doktora i TARDIS, czy to dając jej głos czy wręcz ciało (a fani mieli/mają bardzo podobne marzenia). Ale trzeba mieć naprawdę dużo pewności siebie – albo tupetu – żeby ten pomysł wprowadzić w życie. Przecież to mieszanie z już prawie półwieczem (półwiecze brzmi zdecydowanie nobliwiej niż pięćdziesiątka) historii serialu! I uwielbianą przez fanów bohaterką.

I tu na scenę wkroczył Neil Gaiman. Jak to u niego, pomysł jest tyleż błyskotliwy, co prosty – matrix TARDIS zostaje umieszczona przez Dom, potwora tygodnia (świadomą i wredną asteroidę), w ciele kobiety. Równolegle rozgrywają się jakby dwie przygody – Doktor i TARDIS poznają się na nowym poziomie i cała czwórka bohaterów zmaga się z Domem. Ta pierwsza jest o niebo bardziej interesująca, chociaż finał drugiej, w którym Doktor pokonuje niedoceniający przeciwnika Dom gadając, to esencja Doctora Who i ogląda się go wyśmienicie. Poza tym dostaliśmy odcinek zadziwiająco zrównoważony pod względem scen bawiących, wzruszających i straszących.

 

Rory nie pochwala stylu Doktora. Co innego, gdyby nosił granatowy pikowany bezrękawnik do musztardowej koszuli.

 

Najjaśniesze punkty odcinka:

→ Gaiman przepisuje na nowo historię Doktora i TARDIS – on ukradł ją, ale ona ukradła też jego i nie zabiera go tam, gdzie i kiedy chciałby się znaleźć, tylko tam, gdzie się oboje znaleźć powinni

→ wszystkie sceny Smitha i Jones (Smith and Jones, naprawdę? O hai, series 3 XD)

→ Matt grający dwie sceny gniewu Doktora – kiedy odkrywa, że głosy Władców Czasu to zachowane wołania o pomoc dawno zmarłych i kiedy oznajmia Domowi, dlaczego ten powinien się go bać – w sposób bardzo stonowany

→ scena pożegnania Doktora i TARDIS/Idris, kiedy Doktor nauczony całym swoim dziewięciuset letnim doświadczeniem, podpowiada TARDIS, że to, co chce mu powiedzieć, to „żegnaj”, a ona odpowiada, że dotychczas nie zdążyła mu powiedzieć „witaj” i „tak bardzo miło cię spotkać” (BTW „żegnaj” było jednym z pierwszych słów wypowiedzianych przez nią do Doktora)

→ śmierć Cioteczki i Wujka, urocza malutka scena

→ TARDIS uwolniona z ludzkiego ciała i wracająca do siebie, i towarzyszące temu słowa Doktora

→ ostatnia minuta „The Doctor's Wife”, kiedy myślałam, że to już koniec, a dostałam chyba najbardziej wzruszający moment

→ Rory będący i myślącą i czującą istotą ludzką, i tylko przez chwilę i na niby martwy

→ konsola TARDIS Ecclestona&Tennanta!

Mniej jasne punkty odcinka:

→ gdyby nie rewelacyny voiceover, to Dom byłby mocno średnim potworem tygodnia (zwłaszcza że z pierwotnego pomysłu Gaimana (złe opętujące TARDIS) zostały małe kawałeczki, przebite Doktor&TARDIS OTP) – chętnie obejrzałabym odcinek, w którym Neil naprawdę przyłożyłby się do wymyślenia stracha

→ gra Karen niespecjalnie mi się podobała w tym "The Doctor's Wife", ale nie wiem, na ile jest to wina aktorki, a na ile pomysłu na postać Amy, który ma Moffat. Generalnie nie bardzo mi się podoba to, co od początku sezonu dzieje się z Amy.

 

But maybe I'm crazy, maybe you're crazy, maybe we're crazy, probably...” czyli Doktor w szczytowej formie


Podsumowując: instant classic, instant canon. I chcę więcej.

wtorek, 17 maja 2011, fabulitas

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/05/17 15:45:08
Gaiman nie po raz pierwszy napisał fanfik, ale po raz pierwszy do Doktora. Pisali już również autorowie jego klasy, najważniejszy chyba był Douglas Adams (chociażby dlatego, że jego fabułę zekranizowano, co nie przydarzyło się ani Tanith Lee, ani Christopherowi Priestowi, od których odcinki zamówiono, oceniono i odłożono na półkę).

Co do pierwszego obrazku, ja sobie przy tej kwestii Jedenastki pomyślałam, że dobrze, że Rose tego nie słyszy.

A na stronie BBC można znaleźć videosy z Gaimanem opisującym dwie wycięte ze scenariusza sceny: pierwsza nieco w stylu PotC (ale mnie się w tym tygodniu wszystko będzie kojarzyć z PotC, napisałam BMP, NMSP, ale byłaby to nieprawda, nie chcę się powstrzymywać), a drugiej mi autentycznie żal, że ją wycięli.
-
2011/05/17 23:11:12
Dlatego pisałam o scenarzystach od restartu. Złota era Douglasa Adamsa już mi się w notce nie zmieściła ;)

Żal Ci sceny z lewitowaniem?
-
2011/05/17 23:51:31
Ale ten odcinek był fajny! Bardzo, bardzo mi się ;)
A Gaiman-jako-autor-fanfików zachwycił mnie, kiedy przerabiał Lovecrafta, przede wszystkim (Shoggot's Old Peculiar się to chyba nazywało?), z ni z tego niz owego cytatem z La Belle Dame Sans Merci Keatsa, słodkie ;)
-
2011/05/18 02:50:06
Napisałam już u Ninedin, mnie się głos House'a nie podobał i voiceover wydał mi się fatalny, totalnie mi do tej postaci nie pasował... Poza tym jak dla mnie ogólny pomysł fajny, szczegółowe pomysły jeszcze fajniejsze (zwłaszcza te z pogranicza groteski), ale całość mnie nie rzuciła na kolana - może zbyt wysokie oczekiwania ;)
-
2011/05/18 10:06:05
Mnie się House bardzo podobał. Z jednej strony był taki beznamiętny, nie jak typowa evil creature, z drugiej momentami naprawdę dało się usłyszeć nuty sadystycznej przyjemności z "gry", w której House uważał się za drapieżnika, a innych za ofiary, z którymi może się dłużej lub krócej zabawić.

Moje oczekiwania nie były chyba wygórowanie tj. czekałam i byłam ciekawa tego odcinka, ale było mi daleko do dzikiego entuzjazmu, który wyrażali niektórzy, mimo że Gaimana cenię i lubię.
-
2011/05/18 10:28:36
Tak generalnie, to Gaiman wymyślił coś, co w świecie Doktora funkcjonuje od dłuższego czasu:

tardis.wikia.com/wiki/Compassion

Co prawda nie do końca w takiej formie, ale też jest fajnie.
-
2011/05/18 14:28:27
@Żal Ci sceny z lewitowaniem?

Nie, tej, gdzie Idris wyłącza chameleon circuit pozostałym TARDISom.
-
2011/05/22 13:24:35
Mówisz to tak, jakbyśmy nigdy nie widzieli "prawdziwego" albo "domyślnego" kształtu TARDISów.

tardis.wikia.com/wiki/File:GenericTARDIS.jpg
-
2011/05/22 13:28:09
Nekko, widzę, że siedzisz głęboko w klasycznej serii. Widzieliśmy czy nie widzieliśmy, to mogła być piękna, spektakularna i, ekhm, liryczna scena.
Napisz do mnie!